środa, 22 lipca 2015

Pytanie do was.

Rozdział 5 będzie baraardzo  długi.  Mam ponad 3000 słów a nie jest to nawet połowa. Dlatego mam do was ważne pytanie:
Chcecie cały rozdział meeega długi, czy może wolicie podzielony na dwie części ?
Mi to obojętnie, a chce wiedzieć jak wam będzie lepiej czytać :*
~Wasza Victoria ♡ ~

wtorek, 14 lipca 2015

Fix Me.

Moi drodzy, jest 00:30, a ja przychodzę do was z ważną informacją.

Otóż, wzięłam się za nowe fanfiction. Tak na spontanie, wpadłam na ten pomysł godzinę temu. Będzie to krótkie opowiadanie, które mam w planie skończyć do końca wakacji.
Nie martwcie się, nie zaniedbam Sex Friends, ponieważ właśnie to opowiadanie jest dla mnie priorytetem i do czasu dokończenia tego FF, nie mam zamiaru brać się za żadne inne, poza Fix me.

Serdecznie zapraszam na prolog:
http://fixmelp.blogspot.com/

Czekam na wasze opinie.

Dobrej nocy, idę się pakować.

~Wasza Victoria ♥ ~

sobota, 4 lipca 2015

Chapter 4

Chłopak, na którego czekałam niecierpliwie od parenastu minut,  zatrzymał się w czarnym Audi TT należącym do jego rodziców, pod domem Lucasa, w celu odebrania zapłakanej mnie i zawiezienia do domu. Miałam wątpliwości, co do tego, kto jest bardziej zmieszany emocjonalnie - ja czy Liam. Ledwie otworzyłam drzwi samochodu, siadając na miejscu pasażera i spoglądając na chłopaka, a już udało mi się zabaczyć  zdenerwowanie, strach, smutek, zdezorientowanie i bóg  wie jeszcze co, na jego twarzy. W skrócie mówiąc nie dało się wyczytać jednoznacznie jakie emocje obecnie nim władają.  Jego czekoladowe oczy, były wlepione  we mnie, natomiast moje zielone, w niego. Oblizałam  usta, spuszczając  w końcu wzrok. Nie miałam siły, ani ochoty na wymianę, prawdę powiedziawszy nic nie znaczących spojrzeń.  Niestety nie mam zdolności, wyczytywania czyiś  myśli z oczu, choć czasem była by to naprawdę przydatna zdolność. 
Splotłam swoje dłonie na kolanach i zaczęłam się bawić palcami. Moja sukienka w tej chwili sięgała  do połowy ud, ponieważ podwinęła  się trochę, przy wsiadaniu. 
Usłyszałam chrzakniecie  ze strony mojego przyjaciela, które w tej chwili było naprawdę wymowne. Ponownie uniosłam  na niego spojrzenie, po czym zobaczyłam jego uniesione wysoko brwi i zaciśnięte mocno usta, co wyrażało, więcej niż tysiąc słów. 
-Nie mam zamiaru odpalić silnika, dopóki się trochę nie uspokoisz  i nie zaczniesz opowiadać, co się stało - wypalił  w końcu, bardzo łagodnie  i powoli.
- Lepiej się skup na drodze, a nie na słuchaniu mnie - syknęłam, właściwie sama nie wiedząc, dlaczego tak zareagowałam. - Chcę trafić bezpiecznie do domu.
-Jess, nie unoś się, tylko wysmarkaj  i wytrzyj  tusz z policzków. Chusteczki są w schowku - machnął ręką na graciarnie tego samochodu. Doskonale wiedziałam, że Liam wrzucał tu wszystko, czego nie chciało mu się brać do domu, a mieściło się tam. Na szczęście, jego rodzice raczej tam nie zaglądali, bo mogli by się lekko przestraszyć.
Otworzyłam schowek, pociągając lekko nosem, a moje oczy znowu się zaszkliły, więc szybko wyjęłam  paczkę chusteczek, która odziwo  leżała na wierzchu. Pojedyncza łza spłynęła z mojego  policzka prosto na czarną skórę, którą  były obite wszystkie siedzenia w samochodzie.
Usłyszałam warkot  silnika, co oznaczało, że Liam zdecydował się w końcu wyjechać z tąd. 
-A więc, mów - poprosił jeszcze raz, równie spokojnie jak poprzednio.
-Każesz  mi się wysmarkać, a teraz wszystko opowiadać, weź się zdecyduj, nie umiem robić trzydziestu rzeczy na raz - jeknęłam  z wyrzutem, a z moich oczu popłynęła kolejna porcja płaczu. Chłopak westchnął głośno, zrezygnowany. W sumie nie dziwiłam  mu się.  Byłam czasem tak nieznośna, że to nieprawdopodobne. Jednak zdarzało się to rzadko, w sytuacjach takich jak na przykład ta, kiedy targało  mną od groma emocji, z którymi najzwyczajniej w świecie sobie nie radziłam. On zawsze mnie w takich sytuacjach wspierał, a ja się na nim najzwyczajniej w świecie wyżywałam, co znosił ze stoickim spokojem i wciąż był dla mnie miły i kochany. Podziwiałam go za to, każdy inny pewnie by ze mną nie wytrzymał w takich sytuacjach. Nawet ja, gdybym była na jego miejscu. I właśnie to było jednym z powodów, dla których go kochałam. Prawdę powiedziawszy kochałam go za wszystko.  Za ten spokój, poczucie humoru, otwartość na wszystko i wszystkich, odpowiedzialność, wyrozumiałość, dobre serce, inteligencję. Mogłabym tak wymieniać w nieskończoność, bo właśnie tyle jest powodów, dla których jest dla mnie tak ważny.
Gdyby nie fakt, że znam go od najmłodszych lat, i jest moim najlepszym przyjacielem, pewnie stwierdziłabym, że jest idealnym kandydatem na męża dla mnie. Ale niestety, nie w tym wcieleniu.

Kiedy w końcu spełniłam wcześniej wydane polecenie bruneta, oparłam głowę o chłodną  szybę w samochodzie i westchnęłam  głęboko.  Pierwszy raz od piętnastu minut, nie chciało mi się płakać. Widać jakiś postęp.

- Wszystko od początku ? - zapytałam  przyglądając się krajobrazowi na zewnątrz, zmieniającemu się jak w kalejdoskopie, który na chwilę obecną składał się głównie z drzew, czemu ciężko było się dziwić, ponieważ jechaliśmy przez las.

- Nie, od końca, wiesz ? - parsknął, a w lusterku zobaczyłam, że się lekko uśmiecha - oczywiście, że od początku, chcę  wiedzieć wszystko ze szczegółami.

Zaczęłam mu opowiadać całą  historię, począwszy od momentu, w którym wyszłam z domu. Chłopak słuchał mnie bardzo uważnie, co jakiś czas zadając pytania, związane z tym co mówiłam, jak na przykład, na jakiej kawie byłam z Pauline w starbucksie. To było kolejną  jego zaletą, ponieważ on na prawdę słuchał, a nie tylko udawał, że to robi, a można by pomyśleć, że to cecha niespotykana  u facetów w XXI wieku.

Przerwałam moją wypowiedź, kiedy zobaczyłam, że przejeżdżamy obok mojego białego domu, z niezmienną  prędkością 60 km/h. Odwróciłam się gwałtownie w stronę Liama.

- Chyba się zagapileś, wycofaj  jakoś, to było tam, w sesie mój dom - krzyknęłam  wskazując ręką na tył samochodu, co oczywiście miało znaczyć, że przejechaliśmy już  obok naszego celu.

-Ależ, ja doskonale wiem, że to było tam, więc spokojnie -wyszczerzył  się brązowo oki - możesz kontynuować opowiadanie, zaczęło się robić ciekawie.

-  Liam, zwróć, zawieź mnie domu - zaczęłam  wymachiwać  rękami.

- Po co do domu, wywiozę  cię  z LA, zostaniesz seksualna niewolnicą, będzie fajnie zobaczysz.

-To nie jest kurwa śmieszne, ja chcę wrócić do domu i zjeść wielkie pudełko lodów, oglądając jakiś łzawy  film, a potem walnąć się na łóżko i iść spać, więc łaskawie, zwróć i spełnij, kurwa moje prośby - mój krzyk stawał się coraz głośniejszy, przez co chłopak zdawał się być jeszcze bardziej rozbawiony. - Nie śmiej się, tylko zawieź mnie do domu, do jasnej cholery!

-U mnie też możesz robić te wszystkie rzeczy, uwierz mi przywykłem  do tego, że czasem zachowujesz się dziwniej, niż zwykle - wymamrotał  przez śmiech, ciągle nie zmieniając kierunku jazdy, na ten właściwy dla mnie. 

-Ja pierdole, weź wyjdź -  bąknęłam  zdenerwowana zakładając ręce na piersiach. - Nie wiem czy wiesz, ale to można podciągnąć pod porwanie, mogę cię pozwać.

Czasem miałam go tak niebywale dość, ale zazwyczaj po paru chwilach mi przechodziło. W sumie zawsze chciał dla mnie dobrze, tylko ja nie zawsze potrafiłam to zobaczyć.  Jak by się nad tym głębiej zastanowić to nawet teraz, robił to tylko po to, żebym się nie zasmucała  sama w domu.

- Pomoc ci pisać ten pozew? Pójdzie szybciej - Rzucił ciągle się śmiejąc. 

-Jak ja cię czasem nienawidzę, jezu - jeknęłam odchylajac głowę do tyłu.  - jesteś okropny, wiesz ?

- A ty, poza tym, że mnie nienawidzisz, wciąż mnie kochasz, cóż za zbieg okoliczności.

- Nie kocham cię, w tym momencie przestałam.

-Bunt ? - Rzucił na mnie szybkie spojrzenie, z szerokim uśmiechem.

-Aha - przytaknęłam i sama mimowolnie uniosłam kąciki ust.

W tym momencie chłopak zatrzymał się na podjeździe swojego domu. Zanim zdążył zgasić silnik, otworzyłam drzwi i wysiadłam z samochodu. Zrobiłam kilka kroków i byłam przy furtce, przy której się zatrzymałam czekając na chłopaka, który musiał mieć klucze. Spojrzałam w tamtą stronę lustrując chłopaka wzrokiem. Koszula w niebieską  kartę, beżowe rurki I do tego białe trampki za kostkę.  Jedyną rzeczą, która była typowa w jego wyglądzie były włosy, tak samo jak zawsze postawione na żel. 

-Payno, co się z tobą dzisiaj stało ? -zapytałam zdziwiona

-W jakim sensie "stało"? - pokazał cudzysłów w powietrzu, po czym wyjął klucze i otworzył bramę, przepuszczając  mnie w niej.

-Gdzie się podział T-shirt, luźne jeansy i  twoje najukochansze Air Maxy?

-Zginęły na polu bitwy, minuta ciszy dla nich - powiedział z udawanym smutkiem.

-A tak serio ? - Uśmiechnęłam się do niego.

Rozejrzałam  się po ogrodzie przed jego domem. Był przepiękny i przywoływał u mnie tyle wspomnień z dzieciństwa. W rogu skalniak, na którym rosły kwiaty we wszystkich kolorach tęczy. Obok wielkie oczko wodne, w którym pływało  mnóstwo pomarańczowych rybek. Kiedy mieliśmy po mniej, niż dziesięć lat, Liam zawsze mnie tu wrzucał, ja zaczynałam krzyczeć, on się śmiał, ale ostatecznie pomagał mi wyjść, co zazwyczaj wykorzystywałam, żeby go tam wciągnąć. Tuż za oczkiem wodnym była atrapa studni, w której zawsze się chwałam kiedy graliśmy razem w chowanego. Te baztroskie  czasy kiedy byliśmy dziećmi. Tak chętnie bym do tego wróciła i zaczęła  wszystko od nowa, bez tych wszystkich błędów po drodze. Ale nie byłam w stanie cofnąć czasu, nawet jeśli bardzo bym tego chciała. W końcu nic w moim życiu nie wydarzyło się przypadkiem, widocznie tak miało być. 
Człapałam  powoli po ścieżce, prowadzącej do drzwi od domu. Tuż przy niej, lewej stronie rosło kilkanaście, posadzonych  w równych odstępach miniatorowych drzewek, sięgających mi mniej, więcej do bioder. Natomiast po prawej stronie, była wysypana  żwirem droga, prowadząca do garażu.  O tutaj nasuwa się pytanie, czemu Liam parkuje na podjeździe, a nie w garażu. Otóż w tym domu, to pomieszczenie,było raczej traktowane jako warsztat. Wszędzieporozrzucane były najróżniejsze narzędzia, których nazw, nie raz nawet nie znałam. Poza tym stały tam roweryI dużo innych rzeczy, które uniemożliwiły wjechanie tam samochodem. Na początku wydawało mi się to bez sensu, ale z czasem przywykłam

-Kiedy napisałaś , akurat wróciłem od Annie. Nie miałem się kiedy przebrać - wyrwał mnie z zamyślenia. - Ale nie licz na taki widok często.

- Obiad z rodzicami  hmm ? - posłałam mu krzywy uśmiech.  - Dlaczego, nie masz zamiaru się tak ubierać częściej? Pasuje to do ciebie, jakby na to nie patrzeć. Bardzo dobrze wyglądasz, tak nie typowo, ale seksownie.

Chłopak zatrzymał się i spojrzał na mnie unosząc brwi, z lekkim uśmiechem.

-Seksownie?

Poczułam, że od razu robie się cała czerwona, więc od razu odwróciłam, zakrywając  lekko twarz, brązowymi włosami, które siadały  już  do wcięcia  w talii. Nie chciałam tego mówić na głos. Nie to, że tak nie mylę, bo uważam, że faceci w koszulach wyglądają seksownie, ale nie miałam tego mówić do mojego przyjaciela. To takie.. to nie pasuje. Co innego gdybym tak powiedziała do Lucasa, to normalne. W końcu to wciąż był mój chłopak. Nadal nim był, nie zerwaliśmy jeszcze.  Chwila, nie chciałam, żebybyśmy  się rozstali. To tylko kłótnia, tylko Summer przyjeżdża. To już nie było ważne, wszystko miał się ułożyć. Musiało. Tak jak to bywało zawsze.

-Nie odpowiedziałeś mi na pytanie, wiesz ? - postanowiłam zmienić temat, tak było najlepiej.

-Ty na moje też - podszedł do mnie powoli, a ja oparłam się o ścianę, która była postawiona  prostopadle do drzwi wejściowych. Jego ręce wyladowały  po obu stronach mojej głowy.

-Ja zadałam je pierwsza - wypięłam  na niego język.

- Tak, obiad z rodzicami - powiedział poważne - twoja kolej.

-Tak, seksownie - oparłam równie poważne.

-Jak bardzo? - przysunął się bliżej mnie.

-Przestań - warknęłam, odpychając  go lekko od siebie.

Jakim cudem ten chłopak tak bardzo potrafił poprawiać mi humor. Jeszcze kilka minut wcześniej, siedziałam zapłakana  w jego samochodzie, a teraz tak prawdę powiedziawszy, moje myśli biegały po zupełnie innych torach. Miałam wylane na cały świat, można powiedzieć, że zamknęłm  się w moim małym świecie, w którym byłam sobą i byłam szczęśliwa. 

- A więc zapraszam - chłopak otworzył przede mną drzwi, czekając,  aż wejdę do środka - dokończ mi opowiadać, bo z tego co pamiętam przerwałaś w trakcie.

-A na czym skończyłam ? - Zapytałam będąc już w środku, kiedy zdejmowałam  moje kremowe  baleriny.

- Ubrałaś  się i zbiegłaś  na dół - zamknął za nami drzwi, po czym również zaczął zdejmować buty.

- A więc, powiedział, że mnie odwiezie, ale jak wiesz, wolałam wracać z tobą, o co on oczywiście miał sapy, bo jakby inaczej - Uśmiechnęłam się sztucznie i przewróciłam oczami, wzdychajac głośno. 

-Sapy? O to, że chciałaś wracać ze mną? - wtrącił kiedy miałam kontynuować. 

-Tak właśnie.  Ma jakieś urojenia, twierdzi, że ostatnio poświęcam więcej uwagi tobie, niż jemu, czy coś takiego. W każdym razie nie ważne, wiesz kto przyjeżdża w moje urodziny do Lucasa? - Zapytałam otwierając drzwi do pokoju chłopaka, a w moim głosie było tyle ironii, że aż sama to doskonałe słyszałam. 

Jego pokój był uzadzony typowo po męsku, jednak bardzo gustownie. Ściany były ciemno niebieskie, pochodzące pod granatowy, natomiast podłoga i sufit były białe. Na przeciwko drzwi, wielkie okno, z którego można było podziwiać las za domem. Pod oknem biurko, jak dało się domyślić białe, ponieważ w tym pokoju dominował ten właśnie kolor. Nad nim powieszony  telewizor, który można było oglądać przed snem, ponieważ był skierowany w stronę łóżka.  Po lewej stronie stała wielka szafa, a na środku pomieszczenia, mały szklany stolik, na którym leżało obecnie parę czasopism, oraz dwie pufy obok. W rogu pokoju stała biała rogówka, rozsuwana  na łóżko. W tamtym momencie była oczywiście rozłożona, a pościel leżała na niej zwinieta w kulkę. Liam może i miał poukładane w głowie, ale w pokoju już nie. Od dziecka był strasznym balaganiażem, i nikt nie mógł nic na to poradzić.  U niego największy porządek, mógł się utrzymać maksymalnie dwa dni. I tak tego dnia, nie było co narzekać na bajzel, jak na mojego przyjaciela, było naprawdę czysto.

- Olsnij mnie, nie mam pojęcia - odezwał się w końcu brązowooki.

-Summer - zagryzłam  policzek i przeniosłam wzrok na sufit, bo w tym momencie znowu poczułam, jak w moich oczach zbierają się łzy. 

-Summer, Summer, Summer... Summer?

- Pamiętasz, co się stało na urodzinach Lucasa? - zapytałam słabo, patrząc na niego znacząco i siadając na łóżku. 

Chłopak otworzył szeroko oczy, co znaczyło, że przypomniał sobie o kim mowa.

- Ta, z którą on.. - spojrzał nr mnie pytająco.

- Tak, ta z którą przelizał się, kurwa niemal na moich oczach - przytaknęłam, a na moich policzkach zrobiło się mokro. - Czaje, że był pijany, ale to na prawdę tego nie usprawiedliwia, więc naprawdę daruj sobie bronienie go, bo to i tak niczego nie zmieni. Wiem, że leci na niego cała masa dziewczyn, zarówno w szkole, jak i poza nią, ale do tego ta pieprzona  Summer, która też, kurwa lgnie  do niego, jak ćma  do światła i myśli ze nikt tego nie widzi, a potem gra taką, kurwa niewinną. Dokładnie tak było wtedy. W nikim  nie widzę takiej konkurencji jak w niej, rozumiesz? W końcu nie każda dziewczyna, przyjeżdża do jego domu, bo ich mamy się przyjaźnią. Ja na prawdę nie wiem co jeszcze może między nimi zajść, o ile już kiedy nie zaszło. Ona wygląda na taką, która wlazła  by każdemu do łóżka - mówiłam przez płacz, jeśli to w ogóle można nazwać mówieniem. Mamrotałam coś, raczej nie wyraźnie. 

-Nie miałem zamiaru go bronić. Uważam tak jak ty, że tego nic nie usprawiedliwia.  Jednak sądzę, że w twoje urodziny on spędzi czas z tobą, a Summer oleje.

-Ciekawe co ty byś zrobił, gdybyś ty był w takiej sytuacji jak ja. Teraz ci łatwo mówić, ale jeśli do Annie przyjechał by jakiś typ i perfidnie do niej zarywał na twoich oczach, a w momencie, kiedy tylko wyszedłbyś  z pokoju zacząłby  się z nią obściskiwać.  Myślałeś co byś zrobił  w takiej sytuacji? Ja ci powiem. Na codzień udawałbyś, że absolutnie nic się nie stało, ale kiedy ten typ miałbyś znowu przyjechać, jebnąłbyś  najzwyczajniej  w świecie focha. Czyli dokładnie jak ja. Znam cię i wiem, że jak przychodzi co do czego masz tam samo słaby charakter i nawet nie próbuj zaprzeczać - mówiłam z przekąsem  patrząc mu prosto w oczy. W sumie nawet nie kontrolowałam  moich słów, wydusiłam  to z siebie pod wpływem impulsu. Ale taka prawda. W trudniejszych sytuacjach Liam nawet nie próbował się stawiać, tylko się wycofywał, co niestety nie było jego dobra cecha.

Widziałam, że chłopak zaciska zęby. Patrzylismy na siebie, równie złowrogo  w tej chwili, a między nami panowała głucha cisza.

-Czy ty do cholery jasnej, chociaż przy mnie mogłabyś odłożyć tą  swoją sukowatą  stronę na bok? Ja momentami, serio nie daje, powoli rady. Gdzie jest ta kochana, zwariowana i słodka Jess, którą wyciągałem na długie spacery pełne śmiechu, jeszcze zaledwie kilka miesiącu temu.  Rozumiem, że Lucas lubi taka ciebie, ale ja nie, więc proszę cię, bądź chociaż przy mnie, do kurwy  nędzy  sobą i nie rób z siebie takiej księżniczki. Próbuje ci pomóc, wesprzeć cię, a ty na mnie wyskakujesz z pretensjami. Nie jestem idealny i nigdy nie będę, ale staram się być coraz lepszy między innymi dla ciebie, rozumiesz ?

Powiedział ostro, a we mnie coś pękło. Miał rację. Jego słowa trochę zabolały, ale wiem, że mówił to co myśli i nie miałam mu tego za złe. Zanim zaczęłam spotykać się z Lucasem, nawet nie próbowałam  być kimś, kim tak naprawdę nie jestem. Zawsze śmiałam się z czego tylko się dało, starałam się być ciepła i miła dla innych, mimo, że mi czasem nie wychodziło. Dla Liama i Pauline chciałam być zawsze oparciem i osobą, do której zwrócą się z problemem. Dopiero wtedy do mnie dotarło, że robiąc z siebie taką sukę, uniemożliwiałam im to. A niestety powoli weszło mi to w nawyk, co nie było zbyt dobrym znakiem. Schowałam  twarz w dłonie, i pociągnęłam kolana, po czym oparłam na nich łokcie, a w efekcie byłam zwinieta w kulkę.

-Przepraszam - wymamrotałam cicho. - Serio przepraszam.

Po chwili poczułam ręce obejmujące mnie w talii, i ciche westchnięcie.

-Też przepraszam - oparł brodę o moje ramię - trochę przesadziłem ze słowami.

-Jest okay, powiedziałeś po prostu to co myślisz. I mnie i tobie to wyjdzie na dobre, bo masz stu procentową  racje. Zmieniłam się i to cholernie. Zachowuje się ostatnimi czasy jak zdzira  bez uczuć i zaniedbuje najważniejsze dla mnie osoby, czyli ciebie i Pauline.  Na prawdę strasznie przepraszam - Podnosłam głowę i na niego spojrzałam.  Uśmiechnął się do mnie pokrzepiająco, a ja wtuliłam  się w niego z całej siły, co odwzajemnił. Nie chciałabym, żeby nasza znajomość się zepsuła po tylu wspólnych latach. Był ze mną od kiedy pamiętam i chce żeby został dopuki pamięć mi sprzyja.

-Nie przesadzaj. Czasem jesteś normalną, starą Jessicą, a czasem ci odbija, czego widać efekty - zaczął zataczać  kółeczka na moich plecach, bo wiedział, że bardzo to lubiłam. Rozluźniałam  się wtedy automatycznie. - Przejdziemy się nad jezioro Jess?

-A nie Megg? -Spojrzałam na niego z udawanym zdziwieniem.

-Nawet ja już mylę twoje imię, ajć  - syknął i zmarszczył  brwi.

-Musze z tym żyć.  Może mama się pomyliła i wpisała źle imię. Tak też może być. Miało być  Megg, wyszło Jess - zaśmiałam się. - W każdym razie bardzo chętnie pójdę z tobą  na długi spacer. Tylko najpierw się przebierz. 

-A ty się umyj - Parsknął wstając z łóżka, przez co oderwałam  się od niego i zrobiłam to samo. - Masz wciąż, całe czarne policzki.

-To są barwy wojenne - poprawiłam  go, przechodząc do łazienki, która była umieszczona tuż obok jego pokoju, także nie musiałam daleko maszerować. 

Stanęłam przed dużym lustrem, umieszczonym nad umywalka, na której stał pojemnik z mydłem i kubek z trzema szczoteczkami  do zębów, oraz pastą. Spojrzałam na siebie w odbiciu.  Wyglądałam rzeczywiście makabrycznie. Zaczerwienione  od płaczu  oczy, tusz rozmazany  na całych policzkach i spuchnięta skóra pod oczami. Odkreciłam  kran i zaczęłam dokładnie myć twarz w ciepłej wodzie. Wytarłam  się w najbliższy ręcznik i ponownie spojrzałam w lustro. Czarne mazy  zniknęły, zaczerwienienia  częściowo też.  Machnęłam na to ręką i wyszłam z łazienki.  W końcu jestem u Liama - mojego najlepszego przyjaciela, który akceptuje mnie taką, jaką jestem, bez względu na to jak w danej chwili wyglądam.

Wróciłam do pokoju chłopaka. Akurat trafiłam na moment, kiedy był w samych bokserkach i wkładał spodnie.

-A więc, nadal nie wyrosłeś  z Batmana, kochanie ? - zaśmiałam się widząc wzór w żółte nietoperze na jego bieliźnie.

Brunet odwrócił głowę w moim kierunku i wyszczerzył się.

-No jak widać nie.  I tak wiem, że to lubisz.

-Jak śmiałabym  zaprzeczyć - podeszłam do szafy i ją  otworzyłam. Sięgnęłam po pierwszy z brzegu T-shirt i go rozłożyłam. Zwykła szara koszulka, z białym napisem "Puma" na środku.  Podałam ją Liamowi  i wyciagnęłam  kolejną. Tym razem czerwona z jakimś dziwnym nadrukiem.

-Mogę ? - podniosłam  bluzkę tak, żeby było ja dobrze widać. 

- Chcesz się ubrać w mój T-shirt ? - zdziwił się. - Jak chcesz to weź jeszcze spodenki. Półka niżej. 

Według instrukcji  chłopaka, schyliłam się wyjmując białe spodenki do połowy uda, co oznaczało, że mi będą trochę ponad kolana. Prawdę powiedziawszy nie wiedziałam, dlaczego się przebieram, ale stwierdziłam, że będzie fajnie i zabawnie. I na pewno wygodniej, niż w sukience.
Wolną ręką, w której nie trzymałam rzeczy, rozpięłam  suwak sukienki, która opadła wzdłuż ciała, na dół. 

- Odwróć  się, dobrze? - Poprosiłam przyjaciela. 

-Aha, czyli to możesz patrzeć jak ja się przebieram, ale na odwrót to już nie? - założył ręce na klatce piersiowej, nawet nie próbując się odwracać. 

-Walić kreta, dużo razy widziałaś mnie w samej bieliźnie - zaśmiałam się ubierając koszulkę. Na długość była trochę za duża, natomiast na szerokość, to już trochę bardziej niż trochę. Byłam bardzo szczupła, a chłopak był dobrze zbudowany, więc ciężko się dziwić.  Następnie włożyłam spodenki, które na szczęście dobrze leżały leżały biodrach. Tak ja podejrzewałam, ich długość sięgała nieco za kolana.

-Ta dam - Rozłożyłam ręce, chcąc "zaprezentować" swój wygląd i pomachałam parę razy dłońmi.  - Powied, że idealnie.

-Niezwykle kobieco - Uśmiechnął się mierząc mnie wzrokiem od stóp, do głów.  - W sumie, to nawet ci pasuje taki strój.

-Będzie wyglądało perfekcyjnie  w połączeniu z moimi balerinkami - parsknęłam udając się do wyjścia z pomieszczenia.  - To idziemy?

-Mhm -przytaknął  idąc za mną. 

Po chwili byliśmy już w przedpokoju, a ja włożyłam buty, w których tak jak zakładałam, wyglądałam przekomicznie. Aż, postanowiłam sobie zrobić zdjęcie na pamiątkę.  I wtedy zorientowałam się, że moja torba wciąż leży w samochodzie Liama. Przez myśl przebiegła mi liczba nieodebranych połączeń i  SMSów, które zobaczę, kiedy tylko odblokuje telefon. Lucas pisał parę razy, słyszałam jak mój telefon wibrował  w torbie na tylnich  siedzeniach, ale miałam to wtedy gdzieś.  Wciąż miałam, tylko może trochę bardziej. Skoro to wszystko się tak potoczyło, tego dnia chciałam być w pełni sobą i zapomnieć o wszystkimi. Na moment poczuć się znowu beztrosko, zupełnie jak dziecko.

Wyszłam z domu szybkim korkiem,, kierując się w stronę wąskiej, wydeptanej  leśnej ścieżki, która miała nas zaprowadzić nad jezioro, położone jakieś trzysta  metrów dalej. Liam szybko do mnie dołączył, a ja spojrzałam niego uśmiechnięta. 

- Z An, już wszystko dobrze ? - Zapytałam kiedy skojarzyłam  parę faktów.  W końcu się trochę posprzeczali, a dzisiaj poszedł do niej na obiad z rodzicami. To chyba dobra oznaka.

-Wydaje mi się, tak -pokiwał aprobująco  głową.  - W sumie to ciężko powiedzieć, bo przy jej rodzicach nie mogliśmy na spokojnie porozmawiać, ale nie było napiętej  atmosfery, ani nic w tym stylu. Było zaskakująco  przyjemnie.

-Tak czy owak, w końcu porozmawiacie i będę dobrze. W związku są potrzebne kłótnie, bo to pokazuje jak bardzo ludzią  na sobie zależy.  Zresztą nie tylko w związku, w każdej relacji. Bez kłótni, byś się znudził.  Rutyna by cię dobiła - Spojrzałam mu prosto w oczy, bo mówiłam całkiem szczerze, to co w tej kwastjii myślałam. - Nie chodzi mi o to, żeby się o wszystko kłócić, tylko o to, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.  Przez parę głupich sprzeczek  zbliżycie się do siebie i też  trochę poznacie pod innym kątem, niż już  się znacie. To co pozornie  może wydawać się złe, ma zawsze jakieś dobre strony.

Chłopak patrzył prosto, lekko wydymając  usta, jakby się nad czymś zastanawiał.  Szliśmy przez las, a wokół było słychać jedynie śpiewy ptaków, więc można było spokojnie porozmawiać, bez ryzyka, że ktoś nam przeszkodzi.

-W sumie masz rację.  Co tego związku nie zniszczy, to go wzmocni. -Objął mnie ramieniem.

-Więc właśnie.  Kłótnie nie są przyjemne, wiem chociażby po dzisiejszym dniu. O ile to w ogóle można nazwać kłótnią. W każdym razie trzeba myśleć pozytywnie i tak jak mówisz, wyjdzie na zdrowie.

-Miłość jest jak masło - powiedział po chwili milczenia.

- Że co? - zaczęłam się głośno śmiać z jego porównania.  Był czasem takim idiotą. Oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Był bardzo inteligentny i mądry, ale czasem zgrywał takiego głupka. Nie to, żeby mi to nie pasowało, zawsze była masa śmiechu.

-Wiesz, odrobina chłodu, pomaga zachować świeżość - Uśmiechnął się krzywo poruszając brwiami.

-Morał życia normalnie - Chwyciłam go za rękę, która przed chwila mnie obejmował. Byłam pewna, że tak mu będzie wygodniej. - Kocham Cię ćwoku.

-Ja Ciebie też cioto - ścisnął  mocniej moją dłoń, w reakcji na co pisnełam. - Ale piszczałką  nie przestałaś być.

-Złośnicą  też nie - bąknęłam, wbijając  palce wolnej ręki w jego rzebra, a on odskoczył  na bok.

-Zaczęłaś teraz wojne - Objął  mnie obiema rękami w talii i podniósł, co nie oznaczało niczego dobrego. Zaczęłam okładać  jego plecy pięściami nie przestając się śmiać. 

Podejrzewam, że wyglądaliśmy  bardziej jak para, niż przyjaciele. Ale prawdę powiedziawszy mało mnie to obchodziło. Ważne, że ja i on wtedy dobrze czuliśmy i bawiliśmy. Znaczy ja na pewno, on też wyglądał na szczęśliwego i mam nadzieje, że taki był.

Nie minęła  minuta, a znaleźliśmy się nad jeziorem. Było dość duże, jednak z każdego brzegu, było widać wszystkie inne. Obok rosło mnóstwo drzew. Może powiedzieć, że zbiornik wodny był za nimi dokładnie schowany.  Woda tam była zaskakująco czysta. Jak widać, władze miasta dbały  o naturę i czystość. I tutaj nie można było narzekać bo naprawdę tak było.  W parkach, w lasach, na łąkach czy innych naturalnych miejscach tego miasta, zawsze było czysto, a kary za zaśmiecanie , były surowo przestrzegane.

-Sama wskoczysz, czy ci pomóc ? - Uśmiechnął się diabelnie, stawiając mnie na ziemię. Spojrzałam  na linę  przywieszoną  do gałezi  drzewa, rosnącego toż nad brzegiem, zrobioną tam specjalnie, aby skakać z niej do wody. Spojrzałam na chłopaka, i powolnym krokiem zaczęłam iść w tamtym kierunku.

-Pobawię  się w małą syrenkę, ale pod warunkiem, że ty wskoczysz za mną -Chwyciłam się obiema rękami liny.

- Skoro nalegasz  - przytaknął  czekając, aż wykonam zapowiedzianą  czynność. 

- raz się żyje  -powiedziałam  sama do siebie, robiąc kilka kroków do tyłu.  Wzięłam głęboki wdech i pociągnęłam nogi, następnie zawijając  je wokół sznura. Kiedy znalazłam się już nad taflą  wody puściłam  się, zaciskając mocno oczy. Usłyszałam  głośne chlupnięcie i ułamek sekundy później, byłam cała pod wodą. Zaczęłam ruszać rękami, aby wypłynąć na powierzchnię, co na szczęście udało mi się dość szybko. Kiedy moja głowa, była już nad wodą, odgarnęłam  włosy  z twarzy i  wyplułam ciecz, która zgromadziła mi się w ustach, kiedy zanurkowałam.  Spojrzałam na brzeg, w poszukiwaniu  Liama, jednak nie dostrzegłam  go tam. Zamiast tego usłyszałam  kolejne chluonięcie, przez co o niemal nie zeszłam na zawał.

- tego mi było trzeba - Krzyknął chłopak kiedy tylko się wynurzył. - Jak twój ogonek syrenko?

-Chyba szwankuje,nie chce się pokazać - zrobiłam smutną minkę. - Przy tobie znowu czuje się jak mała dziewczynka.

-To dobrze ? -podpłynął  bliżej. 

-Tak. Znaczy, myślę, że tak. Wiesz, tak  beztrosko. Chciałabym znowu wrócić do tych czasów, kiedy byłam mała, a ten wielki świat wydawał się taki kolorowy i ciekawy.

-Każdy chciałby do tego wrócić.  Brak problemów, brak obaw przez przyszłością. Niestety, każdy musi dorosnąć, jednak niektórym przychodzi to szybciej, a innym wręcz przeciwnie. Świat jest piękny, jeśli jeśli się odpowiednio na niego patrzy. Teraz, też nie jest źle i nie będzie dopuki jesteś choć trochę szczęśliwa.  - szepnął chlapiąc  mnie wodą.

-A co jeśli, słabo oceniam swoje poczucie szczęścia?- zapytałam cicho, patrząc na niego z pod rzęs.

-To rób rzeczy, na które masz ochotę i które  sprawiają, że odczuwasz to szczęście.

-Za wszelką cenę ?

- Czasem trzeba zrobić coś za wszelką cenę, żeby poczuć radość. 

-Więc, pozwól, że coś takiego zrobię.  - spojrzałam mu  w oczy podplywając  trochę bliżej. On jedynie spojrzał na mnie pytająco, ale na jego ustach widniał uśmiech.

- Skoro on raz mógł, to ja też mogę.  - położyłam dłonie na karku chłopaka, łącząc nasze usta. Nawet się nie zdziwił tylko położył dłonie, na moich biodrach, odwazjemniając  go czule. I I w tamtym momencie poczułam się na prawdę dobrze. Zupełnie inaczej, niż kiedy całowałam  Lucasa. Całując swojego chłopaka, czułam się normalnie, z tym, że czasem mnie to podniecało. Przy Liamie czułam dreszcz, bo wiedziałam, że nie powinnam tego robić. Jak to mówią "zakazany  owoc smakuje najlepiej" i musiałam przyznać rację.  Nim się zoriemtowałam, obydwoje znaleźliśmy się pod wodą, wciąż nie odrywając się od siebie. Trzymał mnie mocno i blisko sobie, a ja delikatnie przygryzłam  jego dolną  wargę. Odsunęłam się czując, że brakuje mi powietrza. Postanowiłam wyjść z wody, więc podpłynęłam w kierunku  brzegu. Po chwili wyszłam z jeziora, a z moich włosów i ubrań, lało się strumieniami. Zagryzłam delikatnie wargę, odwracając  głowę w kierunku brązowookiego. Sam wychodził właśnie na brzeg, a jego wzrok był wlepiony  we mnie.

-To chyba było  złe  -powiedziałam kiedy zaczął iść w moją stronę.

-Złe ? - zapytał zbliżając się coraz bardziej, a ja zaczęłam robić powoli kroki w tył.

-Chodzi o to, że nie powinno mieć miejsca, to co się przed chwila stało.

Brunet pociągnął mnie mocno za rękę, a ja wylądowałam  w jego ramionach, odwrócona twarzą do niego.

-To tylko nic nie znaczący pocałunek, jak setki innych - Wzruszył  ramionami ponownie łącząc nasze usta, a ja lekko rozchyliłam  wargi dając mi większe pole do popisu językiem.

Zdanie mojego przyjaciel w tej sprawie mnie lekko zaskoczyło. W sumie nie wiedziałam, czy to dobrze, że to wszystko się tak potoczyło, ale na chwilę obecną odpowiadało mi to. Mały impuls, który sprawił mi radość, chociażby na chwilę.

                          ~*~*~*~

-Widzimy  się jutro czy pojutrze ? -zapytałam kiedy chłopak wjechał na ulicę, na której mieszkałam.

-Jak nic mi jutro nie wypadnie, to przyjdę wam pomóc  w przygotowaniach, dobrze ? - zatrzymał  się pod moim domem.

-Mhm. Więc  do może jutra - nachyliłam  się i cmoknęłam  go delikatnie, tak jak to miałam w zwyczaju, po czym odwróciłam się I otworzyłam drzwi. Już chciałam wysiąść, ale chwycił mnie za rękę, więc spojrzałam na niego.

-Przemysł wszystko na spokojnie. Jesteś już dorosła i czas zacząć układać sobie życie na stałe, nie tylko tymczasowo. Musisz być pewna w swoich wyborach i uczuciach.

-O co ci chodzi ? - otworzyłam szeroko oczy, lekko zdziwiona, bo nie zbyt zrozumiałam sens jego przekazu.

-Zresztą, nie ważne.  Do zobaczenia -puścił mnie i odwrócił głowę w druga stronę. 

Postanowiłam nie drążyć tematu, bo to nie był czas, ani miejsce na to. Było późno, czekałam, aż moje włosy wyschną , dopiero wtedy postanowiliśmy  jechać. 
Westchnęłam cicho i zatrzasnęłam za sobą drzwi, udając się w stronę drzwi wejściowych, a on odjechał. 
I tak, sprawił, że ten dzień nie był tak fatalny, jak to się mogło wydawać. 

Od autorki: A więc, tak jak oboiecywalam dodaje rozdział ^_^ Ma on 4808 słów, także proszę o komentarze co o nim sądzicie. Postanowiłam wam pokazać trochę relacji między Jess a Liamem. A co do Summer.. jak myślicie, czy Jessica  ma się czego obawiać ?
Ogółem w tym rozdziale miało być zupełnie coś innego, ale miałam taki pomysł, więc tamten przesunęłam  na rozdział piąty, który chce dodać za tydzień.  I to chyba na tyle z mojej strony.
Do następnego  moje minionki ♡

~ Wasza Victoria ♡ ~

piątek, 26 czerwca 2015

Parę ważnych informacji, nowe ff + WAKACJE

Dzień Dobry moje małe misie ♡

Przychodzę do was z paroma i nformacjami, raczej dobrymi ^_^

Zacznijmy może od My Diary :

Jak może już wiecie, ja i Pauline jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami, co prawda internetowymi, ale jesteśmy sobie niebywale bliskie. W każdym razie przechodząc do sedna sprawy: Wczoraj wpadłam  na pomysł aby założyć bloga o mnie i Pauline. Tak się złożyło, że ona chciała założyć bloga o sobie, a ze stwierdziła, że mój pomysł nie jest zły, blog, który miał być o niej, jest.. O nas. Będziemy pisać o muzyce, recenzować  filmy i książki, pisać o sobie i różne inne.
Serdecznie zapraszam, mam nadzieje, że będzie się udzielać, pisać co chcielibyście tam zobaczyć.
Tutaj proszę link:
My Diary

Druga  sprawa, a mianowicie Kolejny Rozdział:

Rozdział planuje dodać za równy tydzień, jest ścisły pomysł, tylko się wziąść za pisanie, co myślę, że pójdzie szybko i lekko, bo pisze mi się to opowiadanie wyjątkowo przyjemnie.

Szablon :

Jak widzicie na blogu pojawił się nowy szablon. Nie powiem, skradł on moje serce, bo odzwierciedla duszę tego opowiadania.
Dostałam go wczoraj, i do teraz jestem nim niesamowicie oczarowana.  Napiszcie jak wam się podoba, bo mnie BARDZO.

Nowe FF:

Więc, słowa, które niejednokrotnie pisałam Pauline, prawdopodobnie zmienią  się w czyny.
Mianowicie, mam parę pomysłów na nowe opowiadania, ale na chwilę obecną chcę  się skupić na dwóch, gdzie nie wiem, które wystartuje jako pierwsze, ale w przyszłym tygodniu, na pewno stworzenie bloga i dodam prolog do jednego z nich.
Mam już tytuły i ułożona w głowie dokładną  fabułę.
Dodatkowo, mam zamiar, ponownie zadbać o moje drugie FF, które jest jak na razie, jedynie na wattpadzie.  Ostatni rozdział dodałam 3 miesiące temu, a że teraz mam falę  weny, w najbliższym czasie, utworze bloga na blogspocie, z tym oto opowiadaniem i zacznę kontynuować pisanie rozdziałów. 
Tytuły:
- Shadow Of Lost (w trakcie pisania)
-Dirty Picture  (pomysł)
- Run Devil, Run (pomysł)

WAKACJE :

ZACZĘŁY SIĘ WAKACJE, JEST MOC!
Jak tam po zakończenie roku ? Zdaliście? 
Ja nie byłam na zakończeniu, ale zdałam. Znaczy tak myślę, nie miałam żadnych zagrożeń xD
Mam od cholery planów na te wakacje, ale nie martwcie się, jestem nocnym markiem, więc w czasie kiedy powinnam spać, będę pisała rozdziały, także was nie zaniedbam.
A jak się przedstawiają wasze plany na wakacje? Jakieś wyjazdy, czy coś? Pochwalicie  się, jestem ciekawa ^_^
Ja jadę: Na Sycylie, do Mediolanu, chyba do Anglii, do Niemiec, do Gdańska, do Pauliny i gdzie w tym wszystkim mam mieć czas dla siebie ? Ale cieszę się z tych wakacji, jestem zmęczona fałszywymi ludźmi w tej szkole.

No i to chyba na tyle, wiem truje wam dużo, za co przepraszam, ale to wszystko z miłości ♡

~Wasza Victoria ♡ ~

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Chapter 3

Poranek minął dość rutynowo. Zjedliśmy śniadanie, potem obejrzeliśmy jakieś reality show, a gdy zbliżała się 13 odprowadziłam Liama do drzwi i się z nim pożegnałam. Była sobota więc nie musiałam martwić się szkołą ani nauką. Pierwsze co zrobiłam po jego wyjściu, to chwyciłam telefon. Najpierw zajrzałam na twittera zobaczyć co w świecie, a później napisałam do Pauline.
Chcąc, nie chcąc musiałam się dzisiaj ruszyć z domu, pasja była ważniejsza. A mianowicie taniec. Tak samo jak dziewczyna, od lat ćwiczyłam jazz. Delikatny, ale z drugiej strony pełen emocji.
Właśnie na jednym z treningów się poznałyśmy. Wprowadziła się wtedy do naszego drogiego, słonecznego Los Angeles, a ja na siłę chciałam jej pokazać że to moje terytorium i nie ma czego tu szukać. Przez całe wakacje, bo właśnie wtedy do nas dołączyła, toczyłyśmy zawziętą rywalizację, ale wszystko się zmieniło, kiedy okazało się, ze jesteśmy w jednej szkole, a co więcej klasie. Zaczęłyśmy się trzymać razem i od tego czasu jesteśmy niemal nierozłączne.
Nie długo do turnieju, więc nie mogłyśmy opuszczać zajęć, mimo, że niejednokrotnie wolałybyśmy pójść zamiast tego na długie, odprężające zakupy.
Ja: Za godzinę tam gdzie zawsze kicia ? ^^
Jak zwykle nie musiałam długo czekać na odpowiedź. Dziwne by było, gdyby stało się inaczej. Moja przyjaciółka miała telefon zawsze przy sobie, bo jak twierdziła "nigdy nie wiadomo co się wydarzy, dlatego możliwość kontaktu, to podstawa". Zresztą ze mną było tak samo. Nie byłam wstanie nigdzie wyjść, bez mojego małego, elektronicznego skarbu firmy Samsung.
Pauline♡: Yeep, yeep :*
Pauline♡: A tak swoją drogą musimy pogadać.
Od razu zesztywniałam po odczytaniu drugiego sms'a. Te słowa nigdy nie oznaczały niczego dobrego, przez kogokolwiek nie były by wypowiedziane.
Ja: Co ja zrobiłam? Wut? :o
Pauline♡: Nic XD po prostu muszę z tobą omówić jedną ważną kwestię :*
Ja: Nie strasz piz xD Pogadamy na miejscu, tym czasem idę się zbierać, wiesz ile mi to schodzi. :D
Pauline♡: Coś o tym wiem. Do potem misia ♡.
Uśmiechnęłam się do telefonu i odłożyłam go na stolik, po czym podbiegłam do łóżka, a właściwie schyliłam się pod nie. Wyciągnęłam torbę sportową z nike, w której zawsze nosiłam ubrania, picie i inne bzdety potrzebne na trening. Wrzuciłam do niej białą bokserkę i czarne getry do kolan. W takim stroju najwygodniej się rozciągało i tańczyło. Dorzuciłam jeszcze telefon, aby mieć pewność, że go nie zapomnę. Poszłam do łazienki wziąć prysznic, zrobić subtelny, codzienny makijaż i spiąć włosy w kok. Pozornie to wszystko zajmuje chwilę, jednak ja mam talent do przedłużania każdej wykonywanej przeze mnie czynności i zeszło mi prawie 40 minut. Zbiegłam na dół prosto do kuchni po coś do picia na zajęcia. Otworzyłam lodówkę, od razu chwytając butelkę toniku, odwróciłam się i rozejrzałam po pomieszczeniu, bo miałam wrażenie, że o czymś zapomniałam. Namierzyłam wzrokiem różowe karteczki samoprzylepne. Wyjęłam z szafki długopis, po czym odkleiłam jedną karteczkę.
"Będę późno, nie czekajcie
xx Jess xx "
Wzruszyłam ramionami i umieściłam informacje na zmywarce, czyli w pierwszym miejsce gdzie zajrzy moja mama po powrocie do domu.
Zarówno tata jak i mama, bywali więcej w pracy niż w domu. Oboje byli "ważnymi osobami w branży biznesowej" jak to często mawiali. Kiedy tylko się dało staraliśmy się jeść przynajmniej wspólną kolacje, ale to też nie zdarzało się częściej niż dwa razy w tygodniu. Tata często wyjeżdżał do innych stanów w delegacje, przez co czasem widujemy się na prawdę rzadko. Mama pracuję w L.A jednak ostatnimi czasy ciągle ma do zrealizowania jakieś niezwykle ważne projekty. Obiecała nie dawno, że w przyszłym roku będzie spędzała ze mną więcej czasu, bo będą mieli mniej napięty grafik w firmie. Momentami czułam jakbym mieszkała sama, większość czasu spędzałam w domu jedynie ja. To miało swoje plusy i minusy, zresztą jak wszystko. Jednak tęskniłam za czasami, kiedy poświęcali mi każdą wolną chwilę. Ale nic nie mogłam na to poradzić.
Spojrzałam na zegar na ścianie, który oznajmiał, że zostało mi 10 minut. Szybko udałam się do przedpokoju i włożyłam buty, po czym opuściłam dom. Do centrum nie miałam daleko, jednak znając moją przyjaciółkę, pewnie przyjdzie wcześniej, a nie chciałam, żeby musiała na mnie czekać.
Szybkim krokiem zaszłam na miejsce w parę minut. Brunetka jak można było się spodziewać, siedziała na ławce ze słuchawkami w uszach i rozglądała się. Gdy tylko mnie zobaczyła podniosła się i uśmiechnęła delikatnie.
-Hejcia - zaszczebiotałam, dając jej buziaka w policzek.Byłam trochę wyższa niż ona, więc musiałam się lekko schylić. Jej widok zawsze poprawiał mi humor, a jeśli był dobry, dodatkowo go polepszał. Zawsze miałyśmy o czym rozmawiać i nigdy nie miałyśmy problemu niezręcznej ciszy. Mimo, że znałyśmy się na wylot, przynajmniej tak przypuszczam, zawsze przypominałyśmy sobie jakieś historie z przeszłości i rozprawiamy o tym przez długi czas. Między innymi dla tego ją tak strasznie uwielbiałam
-Cześć. -odwzajemniła gest- na frappuccino, z okazji upalnego dnia?-przechyliła głowę, unosząc jedną brew, a jej spojrzenie wyraźnie mówiło, że to propozycja nie do odrzucenia.
Zaśmiałam się pokiwałam aprobująco głową.
-Raczej nie odmówię. W sumie marze teraz o kawie mrożonej. Przed zajęciami się przyda - szturchnęłam ją łokciem w żebro, a ona się wzdrygnęła i posłała mi mordercze spojrzenie. Nie lubiła kiedy jej tak robiłam i doskonale o tym wiedziałam. Mimo to, uwielbiałam jej w ten sposób dokuczać, ale nigdy nie pozwoliłabym nikomu innemu jej dokuczyć. W końcu do jedna z najważniejszych dla mnie osób.
Brunetka chwyciła mnie pod rękę i skierowałyśmy się w stronę starbucksa, który od naszego obecnego położenia, leżał jakieś 50 metrów dalej.
-A więc o czym chciałaś pogadać?-zwróciłam się w do niej, odwracając głowę tak aby na nią spojrzeć. Dziewczyna zagryzła nerwowo wargę, a jej dłoń owinęła się wokół mojego nadgarstka ściskając go lekko. Zmarszczyłam brwi w oczekiwaniu na odpowiedź, bo zaniepokoiło mnie to nieco.
-Harry przyjeżdża w przyszłym tygodniu.-Powiedziała słabo i spojrzała na mnie, a w jej oczach dało się zauważyć poddenerwowanie. O ile można to tak nazwać. Jej oczy i wyraz twarzy wyrażały tyle emocji, że aż ciężko było jednoznacznie stwierdzić.
-Nie cieszysz się? Przecież od dawna chciałaś się w końcu się z nim spotkać.-Zdziwiłam się. Harry był jej chłopakiem od mniej więcej sześciu tygodni. Mieszkał w Nowym Yorku, poznali się przez twittera, jakoś tak wyszło, że zaczęli ze sobą pisać, a po paru miesiącach znajomości zostali parą. Nigdy się nie spotkali na żywo, a wiem jak Pauline zawsze o tym marzyła. Na prawdę go kochała i poświęcała każdą możliwą chwilę na rozmowy z nim. W końcu jej pragnienia miały się ziścić i na prawdę mnie to cieszyło, zwłaszcza, że Harry naprawdę ją uszczęśliwiał.
-Nie to, że się nie cieszę, bo cieszę i to cholernie. Ale się denerwuje. Boje się, że coś pójdzie nie tak, że zawale, że mnie zostawi. -Powiedziała na jednym wdechu zatrzymując się.Usta miała zaciśnięte w cienką linie, a jej wzrok wbity był w chodnik.Chwyciłam mocno jej dłoń w pokrzepiającym geście. Nie chciałam, żeby się tym zamartwiała, skoro ma jeszcze cały tydzień.
-On cię kocha. Nawet jeśli ci coś nie wyjdzie, to on to zrozumie i ci pomoże. Bądź po prostu tą samą niesamowitą dziewczyną z którą codziennie rozmawia przez telefon, a jestem pewna, że będzie dobrze, a może nawet lepiej. A teraz nie myśl na zapas, bo jak wiesz, nie wychodzi z tego nic dobrego, a tylko niszczysz sobie nastrój. Masz jeszcze dużo czasu do jego przyjazdu.
-Tak czy tak, nie minie mnie to, lepiej wcześniej niż później-Pokiwała głową i przewróciła oczami, ciągnąć mnie przez drzwi do środka lokalu. Od razu poczułam wyraźny zapach kawy co niesamowicie mi pasowało. Podeszłyśmy do lady i zamówiłyśmy dwa karmelowe frappuccina. Zapłaciłam za nie, bo ostatnim razem robiła to Pauline. Nasz układ wyglądał tak, że zamiast oddawać sobie kasę za wszystko, kupowałyśmy coś sobie na zmianę. Wygodne i praktyczne wyjście dla nas obu. Po chwili napoje dla nas były gotowe, a my poszłyśmy w kierunku studia tanecznego, które było naszym najważniejszym celem na dzisiaj.
-A jak tam nocka?-Zapytała wysysając przez słomkę śmietanę, którą była ozdobiona kawa.
-Odgrzebałam nasze zdjęcia, pokaże ci je przy okazji -zaśmiałam się myśląc o fotografiach. Wszystkie były z dość dawna, więc było co powspominać. -Ogółem obejrzałam filmów wystarczająco dużo jak na jeden dzień. Poszliśmy spać o 3.-Westchnęłam i pokręciłam głową.
-Nie wiem czy chcę to oglądać. Mój wygląd parę lat temu nie był zbyt satysfakcjonujący, porównując mnie teraz a wtedy-parsknęła nieco rozbawiona.-Lucas nie jest o niego zazdrosny?
-Raczej nie. Przynajmniej nic o tym nie wiem.- wzruszyłam ramionami
-A ma o co być? Tak szczerze.
-Całowałam się z nim wczoraj. -wymamrotałam spoglądając na nią kontem oka.
-Tylko ?- Rzuciła mi wymowne spojrzenie.
-Tylko.
-Żadnego macania ? -Uniosła brwi z rozbawieniem.
-Nie, spieprzaj. - Pisnełam z wyrzutem.
-A tak całkiem serio, powiesz Lucasowi?
-Proszę cię. Są rzeczy, o których nawet on nie powinien wiedzieć, a to jest jedna z nich-wyjaśniłam najprościej jak się dało, bo właśnie tak wyglądała cała sytuacja. Gdyby mój chłopak miał wiedzieć o wszystkim co mówię i robię to najprawdopodobniej, albo ten związek dobiegłby końca, albo byłabym kontrolowana 24/7. Zresztą myślę, że w związku nikt nie mówi drugiej osobie zupełnie wszystkiego i może niech tak pozostanie.
-Wciąż nie zmieniłam zdania, że Liam pasuje do ciebie bardziej niż Lucas.-Rzuciła, a przekaz jej wypowiedzi był jasny.
-Skarbie, wiesz, że nawet jeśli bardzo byś tego chciała nie rozstanę się z nim, a już na pewno nie dla Liama. Wiem, że się nie lubicie, ale to nie zmienia tego, że ja chcę z nim być, bo go kocham-powiedziałam powoli, spoglądając na nią i unosząc brwi. Wydęła wargi niezadowolona, ale przytaknęła.
-Nie chodzi mi o to żebyś z nim zrywała. Po prostu on do ciebie nie pasuje -Jęknęła i zmarszczyła nos.
-słodko, że się martwisz. -szturchnęłam ją lekko biodrem i uśmiechnęłam się szeroko. Często insynuowała mi ze powinnam zmienić partnera, ale wiedziałam, że to tylko i wyłącznie z troski. Zawsze jej tłumaczyłam, że to nic nie da i zazwyczaj miałam spokój na jakiś czas.
Po kilku następnych minutach dotarłyśmy do miejsca naszych zajęć i udałyśmy się do szatni, w której sprawnie przebrałyśmy się w odpowiednie stroje. Przeszłyśmy na salę, na której parę dziewczyn już się rozciągało, co oznaczało ze się trochę spóźniłyśmy. Trenerka przeglądała jakieś papiery, więc bez słowa dołączyłyśmy do koleżanek z grupy.
Po godzinie wszystko dobiegło końca, co niezmiernie mnie cieszyło, bo byłam strasznie zmęczona. Wyciągnęłam z torby butelkę toniku, która już po chwili była prawie pusta, a ja poczułam się od razu lepiej. Ponownie się przebrałam i wraz z przyjaciółka opuściłam budynek.
Ku mojemu zdziwieniu tuż po przejściu przez drzwi brunetka przerwała opowiadanie historii jej kuzynki, a jej mina zrzedła. Spojrzałam w kierunku, w którym patrzyła ona i zobaczyłam Lucasa. Stał oparty o motor, który z tego co wiem kupił mu ojciec. Chłopak Uśmiechnął się do mnie szeroko, a ja nie umiałam tego nie odwzajemnić. Jednak szybko wróciłam do mojej przyjaciółki, która była ewidentnie zirytowana jego obecnością tutaj.
-Mogę jutro wpaść ? Obejrzymy te zdjęcia i przygotujemy wszystko na imprezę ? -Uśmiechnęła się lekko.
-Jasne. Tylko nie zbyt wcześnie, wiesz do której ja zazwyczaj śpię.
-W takim razie do jutra skarbie, trzymaj się i nie rób głupot - Powiedziała poważnie spoglądając na mnie znacząco.
-Dobrze mamo. -zaśmiałam się i cmoknęłam ją w policzek.- Do jutra.
Odwróciłam się na palcach i podeszłam do czekającego na mnie bruneta.
-Cześć -zamruczałam i złączyłam delikatnie nasze usta. -Co ty tu robisz ?
-Chciałem ci zrobić niespodziankę i przyjechałem po ciebie, jak widać. -wtulił mnie w siebie.-A teraz pozwól, że Cię porwę.
-Skoro się pofatygowałeś, tylko po to, żeby mnie zabrać, to nie mam innego wyjścia niż się zgodzić - Wyciągnęłam rękę po jeden z kasków, który leżał na siedzeniu, po czym włożyłam go sobie na głowę. Chłopak zrobił to samo i wsiadł na pojazd a ja toż za nim wtulając się w jego plecy.
-Nie będziesz się bała ? -zapytał z troską w głosie, odwracając się w moją stronę.
-Będę, w końcu nigdy nie jechałam na motorze, a już szczególnie nie z tobą -przewróciłam oczami z uśmiechem i musnęłam wargami jego policzek -jedź, przecież wiesz, że uwielbiam przejażdżki z tobą.
-Skoro tak. -odpalił silnik.-Trzymaj się.-powiedział i ruszyliśmy. Mimo prędkości i hałasu strasznie mi się to podobało. Było w tym coś pociągającego. Może działała tak na mnie sama adrenalina, która wskakiwała na najwyższe obroty podczas jazdy, a może chłopak siedzący przede mną, który na chwilę obecną był tym, czego potrzebowałam.
Pokonując w zawrotnym tempie, kolejne przecznice, nie minęło wiele czasu, kiedy chłopak zaczął powoli hamować, by finalnie zatrzymać się pod swoim domem. Mieszkał dość daleko ode mnie, więc zawsze kiedy chcieliśmy się spotkać poza szkołom, on musiał przyjeżdżać do mnie, bo raczej innego rozwiązania nie było.
Niepewnie zeszłam na chodnik z kostki brukowej, w tym samym czasie uwalniając moje włosy z pod kasku, który położyłam tam, gdzie leżał zanim go wzięłam. Rozejrzałam się dookoła. Nic się nie zmieniło odkąd ostatnio tu byłam, czyli mniej więcej tydzień wstecz. Chłopak mieszkał na spokojnym osiedlu złożonym z wielu domów oddalonych od siebie dość mocno, dlatego było tu zazwyczaj cicho i spokojnie. Poczułam drapanie na mojej prawej nodze, dlatego spojrzałam w dół. Mały beagle żwawo merdał ogonkiem i wbijał pazurki w moją skórę, dlatego schyliłam się i zaczęłam czochrać jego grzbiet, a on od razu zadowolony położył się na ziemi. Uwielbiałam tego psiaka. Miał niespełna cztery miesiące i wabił się Killer, co było zupełnie nieadekwatne do jego wyglądu, a tym bardziej zachowania.
-Ktoś się chyba za tobą stęsknił- zaśmiał się Lucas biorąc Killera na ręce.
-No widzisz, jednak chyba nie jestem taka okropna -Powiedziałam z szerokim uśmiechem na twarzy i wstałam na równe nogi.
-Nie jesteś, wręcz przeciwnie. Ale i tak nie tęsknił tak bardzo jak ja.-Wyciągnął do mnie dłoń i wypuścił szczeniaka z powrotem na ziemię.
-Nie sądziłam, że po mniej niż dobie od spotkania można już się za kimś stęsknić-spojrzałam na niego z czułością i chwyciłam jego dłoń. Był momentami taki kochany, jednak innym razem potrafił mnie zdenerwować jak nikt inny.
-Jak widać można. -Wolną ręką wyjął klucze z kieszeni, po czym otworzył drzwi i przepuścił mnie pierwszą do środka, a następnie sam wszedł.
-Chcesz coś do picia?-zapytał kierując się do kuchni. Pokiwałam jedynie przecząco głową i usiadłam na krześle barowym, gdy byliśmy już w pomieszczeniu.
-Nie jesteś na mnie zły o wczoraj?-Zapytałam słodko, obserwując jak wyciąga z jednej z szafek paczkę moich ulubionych orzeszków w posypce, po które momentalnie wyciągnęłam ręce, a potem otworzł lodowkę i wyciagnął butelke Spritea.
Szczerze sama byłabym na siebie zła na jego miejscu, bo nie zachowałam się zbyt w porządku. Mogłam mu przynajmniej powiedzieć o co chodzi.
-Nie jestem. Dlaczego miałbym być?-Stanął między moimi nogami i złożył krótki pocałunek na mojej szyi, na co w reakcji odchyliłam lekko głowę do tyłu.
-Na pewno? Bo wczoraj byłeś zły-spojrzałam na niego znacząco, splatając dłonie na jego karku.
-Na pewno.Może troszeczkę wczoraj byłem, ale mi przeszło.
-Widzę właśnie. -parsknęłam schodząc ze stołka. Właściwie nawet nie wiem po co na nim usiadłam. Skoro wiedziałam, że zaraz z tamtąd pojdziemy, najpewniej do salonu, albo jego pokoju. Wzięłam opakowanie z orzeszkami z dłoni chłopaka i je otworzyłam, a następnie zjadłam kilka. -W każdym razie, może wczorajsze plany przełożymy na wtorek?-Zaproponowałam idąc powoli w stronę salonu. Byłam tu dość sporo razy, więc można powiedzieć, że czułam się trochę jak u siebie. Chłopak po chwili do mnie dołączył ze szklanką napoju w dłoni, a drugą wziął parę orzeszków.
-Jeśli nie będziesz miała okropnego kaca i nie będziesz rzygać jak kot, to okay.-Powiedział śmiejąc się.
-Wiesz ty co.-Uśmiechnęłam się sztucznie.-Ja bym się na twoim miejscu o siebie martwiła, nie o mnie. Zadbam o siebie.-Rzuciłam szorstko.-A w ogóle zostaw moje orzeszki, buduje na nich ten związek.
-Zadbasz? Jestem prawie pewny, że będzie tak ja mówię -zaśmiał się siadając na kanapie - pozwól mi budować go wspólnie z tobą -Wziął kolejna garść moich przekąsek, kiedy tylko znalazłam się obok jego, a ja jedynie uśmiechnęłam się wywracając oczami.
-Zobaczymy we wtorek. Nie dam ci tej satysfakcji, kretynie -Wypięłam język, a on spoważniał, czego się nie spodziewałam. -Co?-zapytałam zdziwiona.
-Nie jestem kretynem.- Westchnął i przewrócił oczami niezadowolony. Zaczęłam się śmiać, bo w takich chwilach zachowywał się jak typowa, obrażona panienka, co strasznie mnie bawiło. Często lubił udawać obrażonego, w sumie tylko po to, żeby mnie rozśmieszyć.
-Masz focha?-Założyłam ręce na biodrach i uniosłam brwi, wciąż się śmiejąc.
-Mhm. -mruknął wbijając wzrok w wyłączony telewizor naprzeciwko niego.
-A co mogę zrobić, żeby foch zniknął?-
-Jesteś kreatywna, wymyśl coś-powiedział beznamiętnie. Odłożyłam paczkę z przekąskami na stolik, który stał na przeciwko nas i przysunęłam się trochę bliżej niego, kładąc dłonie na jego ramionach. Spojrzałam na niego robiąc smutną minkę.
-No weź.-Jęknęłam markotnie.
-Chyba nie umiem cie na ciebie gniewać, wiesz?-objął mnie jedną dłonią w talii, przysuwając mnie do siebie tak, że nasze ciała się ze sobą stykały
-Na mnie nie da się gniewać.-Przywarłam do jego ust, zamykając oczy i ciesząc się chwilą. Co jak co, ale całował doskonale,o czym przypominał mi każdym kolejnym, nawet delikatnym pocałunkiem. Lubiłam jego delikatność w kontaktach ze mną. Wiedział jak się ze mną obchodzić, począwszy od sposobu w jaki ze mną rozmawiać, a kończąc na tym jak mnie dotykać. Pozornie błahostka, jednak strasznie mnie to u niego kręciło.
Całowałam go czule, przygryzając czasem jego dolną wargę. Jego usta były chłodne, ale słodkie, co sprawiało, że miałam jeszcze większą ochotę trwać w tej czułości między nami. Jedną dłoń wsunęłam w jego włosy a drugą ułożyłam na jego policzku, głaszcząc kciukiem jego skórę. Jego język delikatnie przejechał po mojej dolnej wardze, a ja rozchyliłam lekko usta, pozwalając temu pocałunki na trochę więcej namiętności. Dłoń, która dotychczas spoczywała w jego włosach przeniosłam na materiał jego białego T-shirtu tuż przy szyi, który chwyciłam i wstałam z kanapy, zmuszając go do tego samego. Zaczęłam ciągnąć go w stronę schodów do góry. On uśmiechnął się przez pocałunek, po czym wsunął język między moje rozchylone wargi, a mnie przeszedł dreszcz. Napierałam na jego usta swoimi coraz mocniej i agresywniej, a on trzymał mnie ciasno przyciśniętą do siebie, gładząc wolą ręką moje wcięcie w talii.
-Twoich rodziców nie ma?-Wydyszałam odrywając się od niego kiedy byliśmy już na górze. Mój oddech był płytki i nie regularny, a mój umysł nie mógł skupić się na niczym innym, niż pożądaniu, które rosło we mnie coraz bardziej. Nie wiedziałam od czego zależało, że raz kiedy się całowaliśmy czułam się porostu przyjemnie, a innym razem jego usta doprowadzały mnie do szaleństwa i rozgrzewały do granic możliwości.
-Nie ma i będą dopiero po 22. -Wrócił do poprzedniej czynności, jednak ten pocałunek nie trwał długo, bo jego wargi przeniosły się na moją szyję. Wciągnęłam głośno powietrze, przez zaciśnięte zęby. W tej sytuacji nie miałam już żadnych wątpliwości, że chcę przeżyć swój pierwszy raz właśnie teraz i właśnie z nim. Co z tego, że nie było żadnej romantycznej atmosfery. Kocham go i dodatkowo mam na niego wielką ochotę, wrecz ogromną, a lepsza okazja może się nie nadarzyć. Czas się dla mnie zatrzymał, świat się zupełnie przestał liczyć, byłam tylko ja i on, i coraz silniejsze napięcie zbierające się w moim podbrzuszu. Moje ciało było coraz bardziej rozgrzane i zaczynało aż krzyczeć o więcej.
Weszliśmy do jego pokoju, a ja odsunęłam go od siebie i popchnęłam prosto na łóżko. Jego usta były rozchylone, miały intensywny kolor i były napuchnięte od gorących pocałunków, a jego oczy były przepełnione pożądaniem i niecierpliwością. Usiadłam na nim okrakiem, chwytając końce jego koszulki i ciągnąc je do góry. Chłopak podniósł ręce, a kawałek materiału wylądował gdzieś na podłodze za mną. Odsunęłam się od niego, lustrując wzrokiem jego wyrzeźbiony tors, co wywołało u mnie dodatkową fale podniecenia. Oblizałam wargi, po czym zaczęłam zachłannie całować skórę na jego szyi, ramionach i obojczykach. Byłam tak niezwykle pobudzona i złakniona jego dotyku jak nigdy wcześniej. Z jego ust wydobywały się pojedyncze stęknięcia, a jego dłonie zatrzymały się na suwaku mojej czarnej sukienki z kwiatowym wzorem. Rozpiął ją i powoli zaczął zsuwać po moim smukłym ciele. Podnosłam się i zdjęłam ją do końca, aby ułatwić mu zadanie, po czym spowrotem usiadłam na nim okrakiem.
Byłam w samej bieliźnie, ale w tej chwili czułam się niesamowicie. Z jednej strony chciałam to już mieć za sobą, a z drugiej chcialam przejść do tego powoli i jak najdłużej. Zresztą, to jak to będzie nie miało zbytnio znaczenia. Ważne ze z nim - osobą, którą kochałam. Pragnęłam tylko, żeby był czuły, delikatny i namiętny. w końcu wiedział, że to miał być mój pierwszy raz.
Przesunęłam prawą rękę po jego torsie, muskając jego skórę jak najdelikatniej opuszkami palców. Podążałam wzrokiem przez ścieżkę, którą wyznaczała moja dłoń, aż zatrzymałam się na pasku jego spodni. Oblizałam wargi, uśmiechając się lekko. Rzuciłam szybkie spojrzenie w oczy Lucasa. Widać było, że wariował i za nic nie chciał abym zaprzestała moją zabawę, która dopiero się rozkręcała.
Na rozpięcie jego paska, guzika i rozporka poświęciłam parę zwinnych ruchów, które nie zajęły wiele czasu. Moje biodra delikatnie ruszały się w niestałym rytmie, wywołując u niego ciche, zduszone jęki, zresztą tak samo jak u mnie. Ponownie złączyłam nasze wargi w agresywnym akcie mojego pożądania, które stawało się powoli męczące. Chciałam już dać temu upust i krzyczeć głośno jego imię, kiedy będę dochodzić.
Zaczęłam zsuwać jego gacie, co nie było takie łatwe, gdyż siedział, a ja na nim, więc postanowiłam wrócić do tego za chwilę. Ścisnęłam jego kroczę jeszcze przez spodnie. Moja praca miała efekty w postaci "namiociku" w jego spodniach. On odchylił głowę i westchnął głośno zaciskając powieki, oraz ręce na moich ramionach, które chwilę później znalazły się na moich piersiach, przykrytych stanikiem.Mruknęłam cicho zadowolona, bo przeszedł mnie przyjemny dreszcz.
Spojrzałam na niego przygryzając wargę i przenosząc jego dłonie na moje plecy, a dokładniej zapięcie biustonosza. Nie czułam się zawsztydzona -wręcz przeciwnie. Czułam się bardzo komfortowo, z tym, że jestem pół naga i zaraz stracę dziewictwo.
Ścisnęłam ponownie wybrzuszenie w jego spodniach, gdy poczułam jak jednym sprawnym ruchem rozpina mój stanik.
-Kurwa, Megg, co ty ze mną robisz ?-wysapał przyciągając mnie mocno do siebie. Zaśmiałam się jedynie w reakcji, ale po chwil dotarło do mnie to co właśnie powiedział.
-Jaka Megg, do jasnej cholery? -Krzyknęlam zrywając się z łóżka.
Chłopak zamarł i wbił we mnie wzrok. To co chwile temu kumulowało się w moim podbrzuszu uleciało im ustąpił miejsca zdenerwowaniu. Chwila, to nie było zdenerwowanie, tylko rozwścieczenie. On otworzył usta żeby coś powiedzieć, ale posłałam mu tylko znaczące spojrzenie i jedną ręką zapięłam stanik.
-Jessica to nie tak - zaczął się w końcu tłumaczyć samemu stając na równe nogi.
-Oh, mam być zaszczycona , że jednak pamiętasz moje imię? -syknęłam wchodząc w moją sukienkę od spodu.
-Ja serio straciłem na moment rozum, nie ma żadnej Megg. Po prostu nie myślałem - Powiedział pospiesznie wkładając na siebie koszulkę i zapinając spodnie.
-Z tego co pamiętam to twoja była ma na imię Maggie - Zmarszczyłam brwi zirytowana -zresztą, mam to w dupie, jadę do domu.
-Odwiozę cie, proszę. -powiedział błagalnie kiedy przechodziłam przez drzwi jego sypialni. Nie miałam nawet ochoty się obracać, żeby na niego spojrzeć.
-Nie, załatwię sobie transport. Od czego mam Liama -wymamrotałam zbiegając po schodach. Po chwili znalazłam się w przed pokoju, tam gdzie zostawiłam moją torbę z treningu, której był telefon.
-Mam wrażenie ze ostatnio, spędzasz więcej czasu z nim, niż ze mną -powiedział słabo opierając się o framugę.
-I dobrze ci się wydaje -wrzasnęłam i w tamtym momencie już nie wytrzymałam, a z moich oczu wpłynęło kilka łez. -On przynajmniej nie myli mojego imienia.
Zaczęłam stukać w ekran telefonu, próbując napisać wiadomość, co nie było łatwe, przez zamazany od łez obraz. Czekałam, aż Lucas coś powie, ale on tylko smutno westchnął.
Ja: Przyjedz po mnie pod dom Lucasa, proszę. :'(
Wsunęłam buty na nogi czekając na odpowiedź i w końcu odwróciłam się w kierunku mojego chłopaka.
-Rzuciła bym ten związek w cholerę, gdyby nie to, że Cię Kocham i nie potrafię -zacisnelam usta w cienką linie.
-Na prawde przeprasza. -Jęknęknął robiąc krok bliżej mnie. -to nie było celowo. Ty a Megg to przepaść, jesteś tym czego potrzebuje, ona tym nigdy nie była. -Chwycił moją dłoń.
-daj mi to przemyśleć.-wyrwałam rękę z jego uścisku, chcąc odpisać na sms'a,którego właśnie dostałam.
Liaś♡: Co się stało ? :o
Ja: Po prostu przyjedź, proszę...
Liaś♡: Będę za 15 minut, dobrze ?
Ja: Czekam przed furtką.
Zablokowałam telefon i nacisnęłam na klamkę drzwi wejściowych.
-Pa -szepnęłam cicho.
-Ej jeszcze jedno - zatrzymał mnie.
-Tak ? -Spojrzałam na niego, przełykając ślinę.
-Summer przyjeżdża w poniedziałek.
Po tych słowach w moich oczach zgromadziło się jeszcze więcej łez, a ja bez słowa odpowiedzi wyszłam, trzaskając za sobą drzwiami. Położyłam torbę na podjeździe, a właściwie ją tam rzuciłam po czym, usiadłam na niej zrezygnowana i wybuchłam głośnym płaczem, ignorując psa, który obok radośnie machał ogonem.
Miałam dość. Serdecznie, kurwa dość
Od Autorki: Po szesnastu dniach w końcu skończyłam ten rozdział.  Ma 4079 słów, bynajmniej tak pokazuje mi wattpad. Jestem z siebie dumna, że to napisałam, bo po części było to dla mnie jakieś tam wyzwanie.  Zresztą, sami oceńcie jak wam się podoba, bo to serio dla mnie ważne. Nie tyle ważne, co.. emm.. po prostu bardzo się nameczylam nad tym rozdziałem i nic mnie bardziej nie ucieszy niż wasza szczera opinia w komentarzach. 
A teraz inna sprawa - SZABLON. Jak widzicie w końcu się doczekałam  i nie powiem, jestem zadowolona. Jeszcze mam zamówiony drugi, w innej szabloniarni, ale myślę, że to kwestja mniej więcej Dwóch tygodni - tak myślę . Ogółem teraz notki nie będę rozpisywać bo jestem w szkole , na telefonie i ciężko to się robi, więc wszystkie błędy, i to co chce wam jeszcze napisać, zrobię jak będę w domu czyli ok 16. Blogger w urządzeniu mobilnym ze mną nie współpracuje xd
~Wasza Victoria ♡ ~

wtorek, 9 czerwca 2015

Chapter 2

-Więc ostatecznie wybrać małą-czarną od Gucci'ego, czy ta czarno-biała z wyciętymi plecami?-Powiedziałam do telefonu, patrząc w ekran laptopa. Ostatecznie wybrałam dwie sukienki, które wygrały finał mojego castingu na najlepszą sukienkę na moją osiemnastkę. Przeszukałam chyba wszystkie sklepy internetowe w poszukiwaniu tej idealnej. Jednak mimo wszytko, nie umiałam się zdecydować, którą zamówić, wiec musiałam zadzwonić po poradę.
-Czarno-Biała Chanel. Wydaje mi się, że będzie ci w niej lepiej. - usłyszałam w odpowiedzi niemal natychmiastowo. Przyjrzałam się jeszcze raz dokładnie obu.
-Masz racje. Kontrasty mi pasują.-Byłam jej bardzo wdzięczna, bo pewnie sama nigdy bym nie zdecydowała. W tym momencie usłyszałam szczęk zamka do drzwi wejściowych.
-Od dzwonie ci później kicia, ok? Ma droga rodzicielka wróciła. Buźka -Zaśmiałam się i nie czekając na odpowiedź dotknęłam czerwonej słuchawki na ekranie. Zdjęłam z brzucha komputer i zwlekłam się leniwie z kanapy po czym pomaszerowałam w kierunku przedpokoju chcąc przywitać moją mamę. Podeszłam cicho do stosunkowo małego pomieszczenia i oparłam się o framugę. Kobieta w czerwonej marynarce, czarnych obcisłych spodniach z białą bluzką włożoną do nich, chyba nie słyszała, że podeszłam, bo nawet nie odwróciła się w moim kierunku,a jedynie zdjęła szpilki i wrzuciła klucze z powrotem do swojej torebki.
-Hej.-Chrząknęłam kiedy już miała iść w moim kierunku. Ona w reakcji krzyknęła cicho i położyła dłonie na klatce piersiowej. Posłała mi mordercze spojrzenie, a ja zaczęłam się głośno z tego śmiać.
-Jess! Na zawał mnie sprowadzisz w końcu, jak tak dalej będziesz robić- Powiedziała poważnie, jednak uśmiechnęłam się w tedy słodko, a ona nie potrafiła się widocznie powstrzymać aby tego nie odwzajemnić.
-Wyprzedzę twoje pytanie i sama ci opowiem, co u mnie. Nogi odpadają od butów, zamawiam zaraz sukienkę, bo jak się okazało całkiem o tym zapomniałam.-Powiedziałam idąc za nią w stronę kuchni. -Tata dzwonił, że przyjedzie o 21, a ja zaprosiłam Liama, więc zrób coś dobrego do jedzenia. -Zastanowiłam się czy czegoś nie pominęłam, a kiedy byłam pewna, że to już wszystko, przytaknęłam głową i usiadłam na stołku przy wyspie kuchennej.
-Z tymi butami, mówiłam ci żebyś tego nie ubierała do szkoły.- w jej głosie dało się słyszeć nutkę typowego "A nie mówiłam? "-Jaką sukienkę.-Uniosła brwi spoglądając na mnie.- A w związku z jedzeniem to sama nie potrafisz zrobić?
-Nie miałam sukienki na urodziny, zresztą już nie aktualne- Machnęłam ręką dając jej do zrozumienia, żeby nie drążyła tego tematu.-I nie wiem czy pamiętasz, ale zawsze jak chcę ci pomóc przy gotowaniu wyganiasz mnie z kuchni, bo mówisz, że zepsuje wszystko- Rzuciłam z urazą w głosie i zrobiłam smutną minkę.
Na ogół miałam z mamą bardzo dobre kontakty, aka przyjaciółka, jednak dużo pracowała i nie zawsze był czas pogadać lub zrobić wspólnie tak błahych rzeczy, jak chociażby obejrzenie razem jakiegoś filmu. Mimo, że teraz nie spędzamy tak wielu wspólnych chwil, dała mi cudowne dzieciństwo w którym niczego mi nie brakowało. Dalej nie brakuje, jednak te więzi już nie są tak bliskie jak były.
-Dobra już nie zwalaj wszystkiego na mnie-uniosła dłonie w geście obronnym śmiejąc się. -W końcu zaprosiłaś kogoś innego niż Lucasa.
-To dobrze?-Zapytałam niepewnie nie wiedząc do końca o co chodzi. W sumie to nie wiedziałam, czy moja mama lubi Lucasa. Kiedy tu był była miła, uśmiechała się, ale jakoś nie reagowała zbyt entuzjastycznie kiedy zaczynałam o nim mówić.
-Raczej tak. Lepiej spotykać się w wolnym czasie z większą ilością ludzi, niż zamykać się na jedną osobę.-wzruszyła ramionami, jakby nie była pewna swojej odpowiedzi.-co wam zrobić do jedzenia?-zmieniła temat otwierając lodówkę. Korzystając z okazji chwyciłam butelkę Sprite'a.
-Chyba nie do końca rozumiem o co chodzi, ale Okay. To nie ważne. -otworzyłam szafkę ze słodyczami i przekąskami. -wystarczy to - podałam jej paczkę popcornu
-Dobra, zapomnij, nic nie mówiłam. Chodzi mi o to, że jesteś już dorosła i możesz robić co chcesz, ale mimo wszystko nie spieszy mi się do bycia babcią.-spojrzała na mnie z wymowną miną, a ja na dźwięk jej słów, zaczęłam się krztusić i wyplułam na podłogę słodki napój, który właśnie piłam.
-Mamo o to się nie martw. Nie grozi ci to. -zapewniłam ją próbując przestać kaszleć.
-Wy już ze sobą..-Zaczęła, ale przerwałam jej machając żywo głową i rękami z dezaprobatą. Dlaczego tak nagle zaczęła temat. Nigdy nie pytała mnie o nic takiego, wiec dlaczego nagle dzisiaj.
-Nie mamo, nie spałam jeszcze z nim, ani z nikim innym. Powiedziałabym ci. -Powiedziałam powoli podkreślając dokładnie każde słowo, żeby przekaz moich słów dotarł do niej bez żadnych zakłóceń czy podtekstów.
-A...
Uderzyłam się w czoło z otwartej dłoni, bo innego gestu na wyraźnie jak bardzo teraz jestem zażenowana, nie potrafiłam znaleźć.
-Wystarczy, okay? Tak jak mówiłaś jestem już niemal dorosła i wiem w tej, jak i chyba każdej innej kwestii wszystko co powinnam. Możesz spać spokojnie. Jest okay- wymamrotałam słabo, a ona w odpowiedzi tylko pokiwała głową. Nie był to temat na który chciałam rozmawiać z mamą. Może nie to ze temat mi nie pasował, chyba dzisiaj nie miałam nastroju, ani ochoty na poruszanie tej rozmowy z nią dzisiaj. Wiedziałam, że prędzej czy później będzie ciekawa, jak w mojej sferze seksualnej, ale nie sądziłam, że zacznie ten temat tak.. nagle. W sumie jeśli mam całkiem szczera myślałam już o moim ewentualnym pierwszym razie z Lucasem. I dodatkowo nie raz miałam na to ochotę. Podczas kiedy się całowaliśmy, a jego dłonie dotykały mojego ciała i błądziły po nim, mnie przechodziły dreszcze i robiło mi się gorąco. Jednak poza dość niewinnym dotykaniem się nie doszło między nami do niczego więcej. On nie naciskał, tylko czekał, aż sama będę tego chciała. I to mi się najbardziej podobało. Zresztą, tak chyba powinno być prawda?
Usłyszałam dzwonek do drzwi, więc pobiegłam w tamtym kierunku. Za drzwiami nie zastałam nikogo innego, jak mojego brązowookiego przyjaciela.
-Przyniosłeś mi coś dobrego?-zapytałam błagalnie. Miałam ochotę na coś słodkiego.
-Myślę, że w plecaku mam coś na pewno.-Uśmiechnął się. Chwyciłam go za rękę i zaczęłam prowadzić w kierunku mojego pokoju. Po drodze zwinęłam jeszcze laptopa z salonu.
-Ty wyjmij jedzenie a ja znajdę filmy. A tak by the way, to co byś obejrzał?-Zapytałam podchodząc do biurka, gdzie znajdowały się wszystkie filmy.
-W sumie mi to obojętne. Zależy co masz.-powiedział, a ja słyszałam, że szuka czegoś w plecaku.-Mam ciastka, chipsy i żelki. Może być?
-Jak ty o mnie dbasz- Mruknęłam zadowolona tym co słyszę. Wyjęłam z półki pudełko dość pokaźnych rozmiarów w którym było to czego szukałam.
Otworzyłam je i wyciągnęłam stertę filmów i płyt moich ulubionych wykonawców. Kiedy wyjęłam wszystko zorientowałam się, że na dole są powrzucane luzem zdjęcia. Chwyciłam je i zaczęłam przeglądać. Ja i mój brat, ja i Pauline, Pauline, ja i Liam. Te wszystkie zdjęcia były takie urocze i przywoływały tyle wspomnień.
-Chodź tu-Poklepałam miejsce na podłodze obok siebie nie odwracając wzroku od zdjęć. Chwile później on już siedział obok kładąc przed nami paczkę żelków, przez co spojrzałam na niego.
-Zostawiam cię dosłownie na minute, sam na sam z jedzeniem, a ty już mi chcesz wszystko zjeść-Powiedziałam z wyrzutem i przesunęłam opakowanie ze słodyczami bliżej siebie. Żartowałam rzecz jasna i on doskonale o tym wiedział.-Patrz-Wskazałam na jedno zdjęcie , na którym siedzieliśmy na plaży. Mieliśmy wtedy po 11 lat. To było na wycieczce szkolnej.-Pamiętasz to?
-Oczywiście, że pamiętam -Zaczął się śmiać. -Po tamtym dniu nie chciałaś się do mnie odzywać przez ponad dobę.
-Rozwiązałeś mi górę z kostiumu kąpielowego na oczach mojego crusha! Nie odzywał się potem do mnie!-Prawie krzyczałam, jednak mimo wszystko byłam rozbawiona tym wspomnieniem.
-Nie był ciebie wart, to było dla twojego dobra-powiedział z poważną miną kładąc dłoń na moim ramieniu.
-To była moja pierwsza wielka miłość. Po prostu byłeś zazdrosny. Dalej mam ci to za złe, wiesz? -trzepnęłam go lekko robiąc urażoną minę.
-Ale i tak mnie kochasz i to jest silniejsze od twojej urazy.
-Tak, ale za kare ja wybieram film.-Chwyciłam płytę z filmem, oraz opakowanie żelków i podeszłam do telewizora.
Oglądaliśmy "Niezgodną". Liam nie zareagował na to zbyt entuzjastycznie, ale siedział cicho i to znosił. Później obejrzeliśmy "Focusa" i za długimi namowami ze strony przyjaciela jeszcze "Wilka z Wall Street". Po obejrzeniu tych filmów spojrzałam na zegarek. Było parę minut po 3, a mój zegar biologiczny, aż krzyczał abym się położyła spać. Szczerze mówiąc, więcej rozmawialiśmy niż oglądaliśmy, ale to nie było ważne. Ważne, że spędziliśmy udany, przyjemny wieczór bez żadnych zmartwień i smutów. Bardzo się cieszyłam, że mam takiego przyjaciela jak on. Zawsze umiał doradzić, pocieszyć, rozśmieszyć. Mogłam z nim zawsze o wszystkim pogadać. Nie mieliśmy przed sobą żadnych tematów tabu. Przynajmniej ja nie miałam przed nim i to się dla mnie liczyło. Że mogłam być przy nim naprawdę sobą, bez żadnej maski, udając kogoś innego.
-Chcę spać. - szepnęłam opierając brodę na jego ramieniu.
-Kładziesz się już?-objął mnie jedną ręką.
-Kładziemy-Położyłam nacisk na końcówkę "MY".-Ty też idziesz spać.
-A co jeśli nie jestem śpiący?-Uniósł brwi z uśmiechem.
-I tak idziesz spać. Ktoś mi musi dotrzymać towarzystwa, a skoro tu jesteś to padło na ciebie. -Powiedziałam wstając z kanapy i kierując się w stronę łóżka. -włącz mi jeszcze muzykę.
-A czego chciałabyś posłuchać? -podszedł do mojej kolekcji płyt.
-Imagine Dragons poproszę. Obojętnie którą płytę. -Spojrzałam na siebie. Miałam ubrane spodnie z dresu i czerwoną bluzkę z długim rękawem. Dresy wygodne, bluzka nie, więc ją zdjęłam, tym samym stwierdzając, że będę spała w samym staniku, bo nie chciało mi się szukać czegoś wygodniejszego. Po chwili usłyszałam cichą muzykę na co uśmiechnęłam się pod nosem. Chłopak na mnie spojrzał i jakby na moment wstrzymał oddech, ale nie zwróciłam na to większej uwagi bo byłam naprawdę zmęczona. Wczołgałam się pod kołdrę i przesunęłam jak najbliżej ściany robiąc miejsce dla chłopaka, na którego obecność obok mnie nie musiałam długo czekać, bo niewiele później już leżał, a ja wtuliłam się a niego.
-Dobranoc-Szepnął. Słychać było, że jest zmęczony mimo jego wcześniejszych zaprzeczeń.
-Ej a buzi?-zapytałam. Zawsze na pożegnanie albo na dobranoc chciałam buziaka od każdej bliskiej mi osoby i nie można było o tym zapominać.
Nachylił się nade mną i delikatnie cmoknął moje usta jak zawsze. Jednak kiedy miał się już odsunąć, jakaś siła we mnie sprawiła, że chwyciłam go za kark przedłużając trochę pocałunek.Po prostu poczułam taką potrzebę i chęć. Na początku Liam był trochę zdezorientowany i zesztywniał, ale po chwili odwzajemnił czułość. Prawdę powiedziawszy nie czułam się dziwne całując mojego najlepszego przyjaciela, tym bardziej nie czułam się źle. Wręcz przeciwnie. Było mi bardzo przyjemnie, zwłaszcza, że brunet całował dobrze i delikatnie. Nawet nie wiem ile to trwało, raczej nie długo. Odsunęliśmy się od siebie, a ja szeroko się uśmiechnęłam. Chłopak zrobił to samo i wrócił z powrotem do pozycji w jakiej wcześniej leżał.
-To było miłe.-Przyznał i zaśmiał się.
-Nie dziękuj- parsknęłam z rozbawieniem. -A więc, teraz dobranoc.
-Dobranoc.
Od Autorki:  Jakie to jest zadupie, ohh . Jedyny zasięg jaki tu jest albo rosyjski, albo polski z maksymalnie jedną kreską.  Internetu niemal nie łączy, dlatego teraz kozystam z okazji, że mam dwie kreski i łączy mnie z siecią . Poza tym mam mega problemy, bo ktoś powiedział że ćpamy  dezodorant w naszym  (Moim i trzech innych dziewczyn) pokoju, pani się dowiedziała, wczoraj cały dzień miałyśmy  z koleżankami rozmowy i zastraszanie  policją,  a kiedy wyszło ze to jednak nie my, to i tak nam obniżą  zachowanie, bo to jednak w naszym pokoju i miałyśmy bezpośredni związek z tym. Zresztą, walić to. Jestem spalona jak  cholera  i prawie płakałam  pod prysznicem.. Jak na razie same minusy. Ale uwaga, jest jeden plus - ZAKOCHAŁAM SIĘ! I to chyba z wzajemnością. Także to mnie tu przytrzymuje. + pofarbowałam  końcówki na różowy i mam landrynkowe  włoski :D Więc powiem tak, chce jechać do domu, ale z drugiej strony nie chce jechać, bo wszystko może się jeszcze wydarzyć, myślę pozytywnie.
Życzę wam miłego tygodnia, dobrej pogody i bla bla bla <wstaw to co chcesz przeczytać xd >. Możecie opowiedzieć co u was, chętnke poczytam
Buziaczki kochani ♡
                                ~Wasza Victoria ♡~

piątek, 5 czerwca 2015

Bohaterowie, zwiastun + informacja.

Dwie niezmiernie ważne zakładki pojawiły się na blogu moi drodzy. Miałam dodać je już w zeszłym tygodniu, ale prawdę powiedziawszy nie było zbytnio czasu,  a dodatkowo z laptopa nie korzystałam  niemal wcale, więc nie miałam zbytnio jak.
Jeśli chodzi o bohaterów to mam nadzieję, że wam się podobają.  Nawet nie wiecie jak ciężko było mi wyobrazić sobie wygląd postaci i dobrać do nich odpowiednie  osoby. Ale udało mi się i ja osobiście jestem bardzo zadowolona z mojego wyboru. Napiszcie tutaj, lub w zakładce komentarz co myślicie, jestem ciekawa :3
A co do zwiastunu to jestem nim bardzo oczarowana.  Zrobiła go moja najlepsza przyjaciółka i uważam że odwaliła  kawał dobrej roboty, za co zasługuje na uznanie. Liczę, że podoba wam się, tak mocno jak mnie.
Co do kolejnego rozdziału:
Powiem wam szczerze, że na wattpadzie jest troszeczkę więcej.  To znaczy kończę pisać 3 rozdział, który jest bardzo długi, i spędził mi już nie raz sen z powiek, i to w dosłownie, bo ostatnio chodzie spać około 4 pisząc go.
Ale wracając do tematu - sama nie wiem. Mimo, że rozdział jest napisany, nie chcę go dodawać w tak krótkim odstępie czasowym od poprzedniego. Ale myślę, że pojawi się w tym tygodniu kochani :*
A dodatkowo jestem w podróży na zieloną szkołę. Mamy 8 osób w jednym, ciasnym przedziale, w pociągu, a do tego bagaże.  Wszystko mnie boli, chcę spać, ale mój zegar biologiczny wypowiada mi bunt.  Dlatego piszę wam tą notkę teraz - o 2:29. Sama nie wiem czy cieszę się tym wyjazdem.  Teoretycznie wszystko  fajnie, integracja z innymi pierwszymi klasami, a praktycznie mam ochotę zabić dwie szmaty, które siedzą przedział dalej i jeszcze tydzień temu nazywałam je przyjaciółkami. Jednak jak widać szczęściem nie można się cieszyć za długo, bo z czasem słodkie złudzenia, zmieniają się w gorzką prawdę. 
Życzę wam miłego weekendu i do następnego ;D
                              ~Wasza Victoria♡ ~