poniedziałek, 9 listopada 2015

Chapter 13

Przebierałam nerwowo nogami, nieustannie uderzając nimi o fontannę, na której siedziałam od dobrych dziesięciu minut. Po raz kolejny w przeciągu tych sześćdziesięciu sekund odblokowałam wyświetlacz mojego telefonu, aby zobaczyć, która godzina. Tak jakby to ile razy sprawdzę godzinę, miało przyśpieszyć to, w jakim tempie płynie. Dlaczego, kiedy raz na nie wiadomo, jaki czas chciałam, żeby czas zapieprzał jak wystraszony zając, on jak na złość się nieprawdopodobnie wlekł i nie chciał inaczej. Mój żołądek był jakby ściśnięty z poddenerwowania, co prawdę powiedziawszy z każdą chwilą coraz bardziej zaczynało boleć. Czego ta ruda, liniejąca wywłoka znowu chciała. Rozumiałam, że zniszczenie mojego związku było jej celem nadrzędnym, ale nie potrafiłam sobie uzmysłowić, dlaczego próbuje mnie pakować w to jeszcze bardziej, niż na chwilę obecną. Najwidoczniej bawiło ją to, dawało jej jakąś przyjemność. Nie potrafiłam tego wytłumaczyć. Najzwyczajniej w świecie była zwykłą suką i wywłoką społeczną, która docierała do swojego celu po trupach. Owszem, sama nie raz zachowywałam się zdzirowato, jednak miałam w tym wszystkim umiar. Nie potrafiłabym z pełną premedytacją dążyć do tego, aby kogoś zranić, albo zniszczyć coś, na czym komuś zależy. Nie należałam do osób miłych i potulnych, ale to za sprawą wielu przeżyć i wspomnień, które wryły się w moją psychikę I trwale mnie zmieniły oraz nauczyły nieco ostrożności.

Usłyszałam stłumiony stukot obcasów o kostkę brukową, przez co automatycznie się odwróciłam w tamtym kierunku. Skrzywiłam się widząc postać, która stanowczo zepsuła mi humor tego dnia do granic możliwości. Ubrana w biały crop top w czarne palmy, krótkie czarne spodenki i beżowe sandałki na szpilkach, który robiły tyle hałasu. Trzeba było przyznać, że wszystko było dobrze dopasowane do jej figury, która była raczej dość drobna. Na jej oczach widniały wielkie okulary słoneczne, a na ustach widniał szeroki uśmiech. Nie trzeba było być specjalnie spostrzegawczym, aby zorientować się, iż jest sztuczny. W tej głowie, pod rudą kitką kryło się tyle przebiegłości, że to chyba niewyobrażalne.

Jej wzrok był wbity w moją osobę, byłam pewna, że lustruje mnie uważnie. Uniosłam brwi i założyłam ręce na piersi w geście wyczekiwania. Nie miałam zamiaru odezwać się ani słowem. Bo właściwe, co miałam jej powiedzieć?

- Nie sądziłam, że na prawdę przyjedziesz - mruknęła kiwając głową z aprobatą. Zatrzymała się może półtora metra przede mną, zakładając ręce na piersiach. Odruchowo wstałam chcąc wyrównać z dziewczyną, jednak fakt, że miałam na sobie baleriny, sprawiał, że byłam niższa od niej, przez co poczułam się.. sama nie wiem. Słabsza, mniej pewna siebie i mniej odważna. Całe moje nastawienie wojenne, które rosło we mnie jeszcze przed paroma minutami, nagle wyparowało, a mała cząstka mnie podpowiadała, że powinnam się ostrożnie wycofać, zanim wszystko pogorszę.

- A co innego miałam zrobić? - Prychnęłam, odwracając wzrok i wbijając go w niewielki kląb różany. Kwiaty były zaniedbane, lekko uschnięte na końcach płatków. Tak łatwo było je zniszczyć. Jakby były zbyt delikatne dla ludzi.

- Na prawdę, aż tak łatwo tobą zmanipulować? - Zaśmiała się ukazując szereg zębów. Uniosła swoje okulary słoneczne, aby lepiej móc mi się przyjrzeć. Zagryzłam lekko wewnętrzną stronę policzka, bawiąc się pierścionkiem na moim palcu wskazującym, za plecami, tak, aby dać po sobie jak najmniej poznać, że się denerwuje.

-Jaki masz problem, Bloom? - Powiedziałam bardzo spokojnie, wypuszczając z siebie całe powietrze z moich płuc, jakby razem z nim miały ujść wszystkie moje emocje. Wiedziałam, że nie mogę się im dać ponieść, bez względu na to, co Summer powie. Nie mogłam dać jej jakiejkolwiek satysfakcji, że przez nią straciłam panowanie nad samą sobą.

- Ja? Jeszcze żaden - wzruszyła ramionami, a na jej ustach pojawił się beztroski uśmiech - Ale jeśli mnie zdenerwujesz, ty będziesz miała.

- Rozwiń. Bo jak na razie, nic mi to nie mówi.

- Dokładnie, tak jak ci napisałam, cukiereczku. Uważaj, na to co robisz lub mówisz, bo znacznie ciekawiej będzie, jeśli to się odbije na twoich bliskich - Z każdym słowem jej głos robił się coraz mniej słodki. Jej wzrok był wypełniony szczerą niechęcią i pogardą. Co takiego zrobiłam tej dziewczynie, że aż tak podpadłam?

- Właśnie o to, mi chodzi. Jak masz zamiar zaszkodzić mi przez moich bliskich - wydęłam wargi, przewiercając dziewczynę wzrokiem. Nadal nie byłam do końca pewna i ośmielona w tej konwersacji, jednak wiedziałam, że muszę to po prostu zignorować.

- Serio jesteś taka głupia, czy nie dość jasno się wyraziłam - przewróciła oczami pochylając się lekko do przodu. Zrobiła krok w moim kierunku. Chciałam się cofnąć o taką samą odległość, jednak znajdującą się za mną fontanna mi to skutecznie uniemożliwiła. Mój oddech lekko przyspieszył, a w głowie zaczął rozlegać się cichy alarm. Sama nie wiedziałam, czym to był spowodowane, ale im bliżej mnie była, tym gorzej się czułam. - Jeśli powiedziałabym wszystko Lucasowi, miałabyś pewnego rodzaju problem, tak? Ale, to było by zbyt proste. Znacznie ciekawiej będzie, jeśli jako pierwsza, będzie mogła dowiedzieć się o tym dziewczyna, tego.. jak mu tam.. Lindsona?

- Liama - poprawiłam zaciskając wargi, bo uświadomiłam sobie do czego zmierza.

- Zresztą, nie ważne. Później to pójdzie jak domino. I wszyscy będą o to obwiniali ciebie. Bo od naszej drogiej panny nieporządnickiej wszystkiego się zaczęło - Akcentowała mocno każde słowo, szczególnie w ostatnim zdaniu. Jakkolwiek nie chciałbym tego zaprzeczyć, miała rację. Ode mnie wszystko się zaczęło. We mnie tkwił problem całej tej sytuacji. Czułam jak zaczynają trząść mi się dłonie, którymi teraz nerwowo skubałam nitki w sukience.

- Po co te chore gierki? Nie wystarczy ci, że możesz zniszczyć mój związek, nie mieszając do tego nikogo innego - syknęłam robiąc duży krok do przodu i patrząc jej prosto w oczy. W tym momencie wszelkie wewnętrzne bariery zniknęły. Nie miałam zamiaru dać jej tak łatwo wygrać. Przez jej twarz, przebiegł cień zdezorientowania i obawy, jednak szybko zniknął, a ona z powrotem się wyprostowała, patrząc na mnie z góry.

- Tu nie chodzi o gierki, tylko o fakt, że na chwilę obecną, bardzo wiele ważnych aspektów twojego życia, zależy ode mnie - mruknęła z trumfalnym uśmiechem. Spuściła wzrok na swoją rękę, patrząc na zegarek, który na niej widniał - a teraz wybacz, ale jestem umówiona - poprawiła torebkę na ramieniu.

Odwróciła się i już miała iść w stronę przystanku dla autobusów, jednak w ostatnim momencie złapałam ją za nadgarstek. Spojrzała na mnie pytająco.

-Dlaczego, to robisz? Co ja Ci takiego zrobiłam?

- Na prawdę nie wiesz? Pomyśl i sobie przypomnij - wyrwała dłoń z mojego uścisku, patrząc na mnie jeszcze przez parę sekund, które ciągnęły się jakby w nieskończoność. Jej oczy były przepełnione chłodem, a usta układały się w grymas niezadowolenia. Ponownie wsunęła okulary na swój nos, po czym szybkim krokiem zaczęła się oddalać, zostawiając mnie samą, oniemiałą i sparaliżowaną szokiem. Co miałam sobie przypomnieć? Czy ja jej kiedykolwiek coś złego zrobiłam? Skrzywdziłam ją? To było niemożliwe. Przecież znam ją od całkiem niedawna.

***

Cicho zamknęłam za sobą drzwi frontowe, chcąc niezauważona przemknąć do swojego pokoju, a następnie zamknąć się w nim sam na sam z moim telefonem i myślami kłębiącymi się w mojej głowie. Było nieco po osiemnastej. Miałam zamiar wrócić nieco wcześniej, ale po drodze do domu wstąpiłam jeszcze do starbucksa i z kawą w dłoni przemierzyłam aleję ze sklepami. Co prawda nic nie kupiłam, ale doskonale wiadomo, że wielu kobietą samo wejście do sklepu potrafi niebywale poprawić humor, a ja właśnie należałam do tego grona. Postanowiłam nie brać przesadnie do siebie słów rudej, jednak wiedziałam, że tak czy siak póki jest w LA, powinnam uważać na to co robię, a przynajmniej na to co robię bądź mówię w miejscach publicznych, lub przy osobach, o których nie nic nie wiem. Nie znałam tej dziewczyny niemal w ogóle, ale już zdążyłam zauważyć, że jest zdolna do wszystkiego, byle postawić na swoim.

Zdjęłam buty i bardzo cicho włożyłam je do białej szafy, rozpościerającej się na całą ścianę niewielkiego przedpokoju. Znajdowały się w niej wszystkie zimowe rzeczy, pudełko ze wszystkimi pękami kluczy. Gdzieś z tyłu były schowane wszystkie brzydkie obrazy, które tak bardzo uwielbiała moja mama, jednak po długich dyskusjach ze mną i tatą, stwierdziła, że pójdzie nam na rękę i się ich pozbędzie. Na dole pochowane były wszystkie buty, a przynajmniej ich większość. To pozwalało zachować, jako taki porządek w tym wszystkim.

Na palcach zakradłam się w kierunku schodów prowadzących na górę, nie odwracając się w bok, w kierunku kuchni, w której najpewniej siedziała moja mama. W duchu modliłam się, aby mnie nie zauważyła. Nadal czułam ogromne zażenowanie sytuacją, która miała miejsce rano. Niby to nic takiego, jednak moja mama, to moja mama. Ta kobieta potrafiła z każdej, nic nieznaczącej sytuacji, wyciągnąć niezwykle wyolbrzymione wnioski i wyolbrzymiać je jeszcze bardziej o ile to w ogóle możliwe. Co szło w następstwie, uwielbiała zadawać pytania. Dużo pytań, które potrafiły wyssać z człowieka najmniejszy cień optymizmu. Mimo wszystko, kochałam ją i naprawdę bardzo wiele jej zawdzięczałam, jednak wolałam odczekać trochę, zanim z nią pogadam. Miałam nadzieję, że cała ta sytuacja szybko wyleci jej z głowy. Zajmie się pracą, albo gotowaniem tych swoich zdrowych pyszności, w czym była mistrzynią i po prostu zapomni o takich błahostkach.

Niemal bezszelestnie dostałam się na szczyt schodów, a moja misja pod tytułem „Nie zostać przyłapaną" zakończyła się powodzeniem. Położyłam dłoń na srebrnej klamce, następnie delikatnie ją naciskając tak, aby nie zaskrzypiała, jak to miała w zwyczaju, gdy wykonywało się zbyt gwałtowne ruchy. Jednak zanim drzwi zdążyły się przede mną uchylić, poczułam czyjąś chłodną dłoń opierającą się o moje nagie ramie nieosłonięte materiałem sukienki. Pod wpływem nagłości i nieświadomości tego gestu, pisnęłam odwracając się szybciej niż z prędkością światła

- Chcesz mnie zabić! - Krzyknęłam kładąc dłoń na piersiach, jednocześnie próbując unormować swój oddech, który przyśpieszył pod wpływem adrenaliny. Przede mną stał mój ojciec, w tamtym momencie śmiejący się z mojej reakcji tak, jakbym opowiedziała jakiś sprośny dowcip. Wysoki, postawny szatyn z lekkim zarostem, o szarych oczach wyjątkowo był ubrany w szare dresy i biały T-shirt. Zazwyczaj, kiedy widziałam go w domu miał na sobie koszule i eleganckie spodnie, czasem garnitur, a wieczorami już tylko piżamę. Ubranego typowo po domowemu nie widziałam go na prawdę bardzo dawno.

- Cześć, córeczko, też się cieszę, że cię w końcu widzę, również się za tobą stęskniłem - mówił ironicznie, ale jego oczy były wesołe. Jak zwykle. Był bardzo pogodnym człowiekiem z dużym poczuciem humoru i dystansem do życia. - Co zrobiłaś, że się tak skradasz, przyznaj się.

- No cześć, cześć. Przestraszyłeś mnie po prostu - Westchnęłam wchodząc do swojego pokoju i pokazując ojcu gestem dłoni, aby wszedł za mną. Mama już na sto procent wiedziała, że jestem w domu, jednak miałam cichą nadzieję, że nie przyczłapie tu zaraz się ze mną przywitać - Ja nic nie zrobiłam, jestem grzeczna jak zawsze. Po prostu mama ma swoje fanaberie i nie mam ochoty teraz ich wysłuchiwać, uwierz mi.

- Cóż znowu ta kobieta wymyśliła? - Uśmiechnął się promienie, siadając na w fotelu na kółkach przy biurku. Tym samym, na którym paręnaście godzin wcześniej siedział Liam, kiedy miał miejsce ten żenujący incydent - Tyle lat z nią jestem, nic mnie już nie powinno dziwić, jednak jej dziwactwa cały czas mnie zaskakują.

Rodzice bardzo się kochali, na ten temat nie mogłam powiedzieć złego słowa. Kiedy oboje byli domu, albo ogółem razem, byli na prawdę przykładnym, szczęśliwym małżeństwem. Tata zawsze potrafił rozbawić mamę do łez, poprawić jej humor, kiedy w pracy coś działo się nie po jej myśli. Znosił cierpliwie jej fochy i huśtawki nastrojów, zabierał na różne romantyczne kolacje. Mama nigdy nie wypominała mu, że tak dużo nie ma go w domu. Starała się gotować różne niesamowitości, kiedy miał się pojawiać po kilku dniach nieobecności, zawsze dbała o to, aby każda ich rocznica, bądź inna ważna okazja wypadała wprost idealnie. Na każdym kroku udowadniali sobie, że mimo tylu lat razem, ich miłość nie rdzewieje, wręcz przeciwnie. To dzięki nim wierzyłam, że coś takiego jak prawdziwe uczucie dwojga ludzi istnieje. Coś niesamowitego.

- Widziała jak się przytulam z Liamem - parsknęłam w tamtym momencie lekko rozbawiona. Nie do końca skłamałam. W końcu tak było, tylko z jej perspektywy mogło to wyglądać inaczej. Zwłaszcza, że oboje byliśmy pół nadzy.

- Oh o to chodzi - jego stwierdzenie brzmiało tak, jakby dokładnie wiedział o czym mówię, dlatego też posłałam mu pytające spojrzenie, które szybko złapał i zaczął wyjaśniać - Jedną z pierwszych rzeczy jakich się dowiedziałem od twojej matki po powrocie do domu, to, że teraz nie jesteś z Lucasem, a Liamem.

- Jezu, tato, przecież wiesz, że to nie prawda - zakryłam usta dłonią. Tylko moja mama mogą być do tego zdolna. Ale jakby na to nie patrzeć, lepiej, że pomyślała tak, niż inne dziwne rzeczy - coś jeszcze mówiła?

- Tak myślałem, ale wolałem siedzieć cicho, nie dyskutować i zmieniłem temat - puścił mi oczko. Jego słowa z niewiadomych przyczyn mnie uspokoiły. - Zresztą już Ci nie raz powtarzałem. To twoje życie i masz prawo zrobić nim co ci się tylko spodoba. Sypiaj z kim chcesz, nawet z dziewczynami, nie będziesz wiecznie młoda, a młody wiek ma to do siebie, że musi się wyszaleć. Tylko nie chcę dostać w najbliższym czasie zaproszenia na ślub, albo informacji o twojej ciąży.

- Wiesz, że Cię kocham? - Zapytałam przez śmiech. Pod tym względem, mój tata był niesamowicie wyluzowany. Zresztą jak pod większością innych. Mogłam z nim pogadać o wszystkim jak z dobrym kumplem i strasznie to lubiłam.

- Ja ciebie też. Ja tez kiedyś byłem młody i wiesz. Różne rzeczy się robiło.

- Chcesz mi teraz opowiadać o swoich podbojach? - Uniosłam brwi.

- A chcesz tego słuchać? - Wstał z miejsca podchodząc do drzwi.

- Nie koniecznie, nie dzisiaj - powiedziałam szczerze, wyciągając swój telefon z torebki, bo zawirował.

- A więc pozwól, że wrócę do czytania gazety, której czytanie mi przerwałaś - posłał mi ciepły uśmiech, po czym zamknął za sobą drzwi z jasnego drewna.

Odblokowałam urządzenie i w prawym górnym rogu pojawił się dymek z massengera, ze zdjęciem profilowym Pauline. Uśmiechnęłam się pod nosem. Zawsze tak było, kiedy z nią pisałam. W końcu była moją najlepsza przyjaciółka, która była jedyna w swoim rodzaju.

Pauline: Mama Harry'ego stwierdziła, że skoro już się spotkaliśmy i na prawdę wszystko gra, to chyba najwyższa pora, żebym przyjechała i żeby jego rodzice mogli mnie poznać *_* Więc jadę do Stylesa, na weekend, rozumiesz? *_* AAAA *_*

Uśmiechnęłam się po przeczytaniu wiadomości. Nie dość, że w końcu się spotkali i okazało się, że na żywo układa im się jeszcze lepiej, niż przez internet, to pani Styles chce ją poznać, a to już oznacza, że to poważna sprawa. Tak bardzo cieszyłam się jej szczęściem.

Ja: AAA *_* Jeju, to niesamowicie! Zobaczysz, oczarujesz ich, nie widzę innej opcji *.*

Odpowiedź otrzymałam już paręnaście sekund później, ponieważ jak widać moja droga dziewczynka, zamiast zając się swoim chłopakiem, maniaczyła.

Pauline: No ja to wiem xD Ale się trochę denerwuje, chociaż to jeszcze parę dni.. To będzie pierwszy raz, jakkolwiek to brzmi xD

Ja: Jak będziesz na miejscu, zobaczysz, że nie ma, czym. Pewnie jego mama jest równie miła jak on, a jego tata będzie opowiadał upokarzające historie z jego dzieciństwa, tak ponoć zazwyczaj jest xD

Pauline: To było by stanowczo idealne xD

Ja: Mam trochę zjebany humor.. tak zmieniając temat.

Wystukałam, następnie wysyłając. W tej chwili czułam, że najbardziej potrzebuje z nią porozmawiać, a potem zacząć się śmiać wspólnie bez powodu. Zawsze potrafiła poprawić mi nastolatki jak nikt inny.

Pauline: Dlaczego? :'(

Ja: Za dużo pisania. Widzimy się jutro? Przynajmniej na godzinę, muzę się wygadac, bo inczej skończę w zakładzie dla chorób psychicznych.

Pauline: Znajdę Harry'emu jakieś zajęcie i potajemnie pójdziemy na jogurt mrożony :D

Ja: Ty wiesz,co dobre Xd 16?

Pauline: Tak mniej więcej :P Dam ci rade..

Ja: Słucham?

Pauline: Seks jest dobry na wszystko xD

Patrzyłam tępo w ostatnią wiadomości z szeroko otwartymi oczyma. A to mały zboczeniec. Jednak przez ten tekst, w mojej głowie zapaliła się lampka, która dawała mi do zrozumienia, że chcę się przekonać o prawdziwości tego twierdzenia.

Ja: Człowiek, jesteś genialna!

Pauline: Nie dziękuj XD

W tym momencie jakby przestałam myśleć racjonalnie i rozumieć to co robię. Moje palce chodziły jakby automatycznie po ekranie telefonu, wykonując wszystkie czynności, zanim zanim jakikolwiek sposób zdążyłam je przemyśleć. Ostatecznie wysłałam krótką, znaczącą wiadomość do Liama.

Ja: bardzo, ale to bardzo, potrzebuje dobrego seksu. Najlepiej teraz. Mówię serio.


Od autorki: Tak sobie myślę, że ten rozdział idealnie pokazuje jaką mam huśtawkę nastrojów podczas okresu, haha xD
Język francuski ssie. Miałam dzisiaj sprawdzian i odziwo babka mnie pochwaliła, że zgrabnie sobie poradziłam. Jednak spanie z notatkami pod poduszką coś tam daje.
W każdym razie. Czy tylko ja nie umiem się doczekać MITAM? *_* jeszcze 4 dni minionki, 4 ! *_* Jaka piosenka do tej pory podoba wam się najbardziej ? Mnie infinity i perfect. Są takie aww. Czuje, że ta płyta to będzie coś niesamowitego.
Co do rozdziału: wiecie co jest moim największym problemem przy pisaniu?
Że nie umiem się do tego zabrać. Nie umiem odpalić wattpada, ani Worda i wklepać tych wszystkich słów. Bo jak już zaczynam pisać ton leci jak burza xd parę godzin i rozdział jest gotowy. Potrzebuje sobie załatwić motywator.
W każdym razie, rozdział się pojawił. W końcu. Większość jest sprawdzona, tylko jeszcze końcówkę musze jeszcze wrzucić do Worda, ale go jak wrócę do domu, bo jestem w szkole.

Edit: Dobra tekst jest już poprawiony, także śmiało możecie czytać.  W sumie powoli zbliżamy się do połowy. Potem zleci szybko. Ale myślałam ostatnio bardzo intensywnie nad drugą częścią i wymyśliłam! A teraz spadam się uczyć na olimpiadę z angola. Do poniedziałku musze opanować materiał obejmujący ok 700 słówek, życzcie powodzenia. :/

Kocham was mocno.

piątek, 23 października 2015

Chapter 12

Odsunąłem lekko telefon od swojego ucha jednocześnie przewracając oczami. Nie chciałem ogłuchnąć przez krzyki do słuchawki, kierowane w moją stronę przez dziewczynę. W sumie to nie tyle, co krzyczała, ale jej ton był na prawdę bardzo bliski tego.

- Miałeś mi dać znać, jak będziesz w domu. Kiedy ty w końcu zrozumiesz, że ja się martwię?! - Ciągnęła swoją wypowiedź, powtarzając w kółko to samo od najbliższych pięciu minut. - ­­­­Zachowujesz się jakby ci w ogóle przestało zależeć. Od najbliższych dwóch tygodni wszystko zaczyna się psuć. Nie sądzisz, że pora coś z tym zrobić?

- Ann, nie sądzisz, że to nie jest rozmowa na telefon? - Westchnąłem cicho, ale byłem pewien, że w słuchawce dało się to słyszeć i nie ucieszyło to dziewczyny.

Może i miała rację - miałem do niej zadzwonić, gdy dotrę do domu, a tego nie zrobiłem i miała prawo się na mnie za to rozzłościć. Jednak nie powinna wylewać nagle wszystkich żali dotyczących naszego związku i zwalać tego wszystkiego na mnie. Zwłaszcza przez telefon. Byłem zdania, że wszelkie problemy należy rozwiązywać, wprost, bo tylko w ten sposób można dojść do jakiegoś porozumienia.

- Dla ciebie nic nie jest rozmową na telefon - jej ton nagle przerażająco spoważniał. Mimo to, spodziewałem się, że to nie długotrwałe i zaraz znowu wybuchnie. - Zaczynam mieć coraz więcej wątpliwości, wiesz?

- Po prostu się spotkajmy. Innego wyjścia nie widzę.

- Daj znać, kiedy znajdziesz dla mnie trochę czasu, którego nic nie zakłóci i będziesz w pełni do mojej dyspozycji - po tych słowach usłyszałem trzy krótkie sygnały oznaczające przerwanie połączenia.

Oderwałam telefon od ucha i wlepiłem wzrok w nadal zapalony ekran, jakbym szukał w nim jakichkolwiek porad, wskazówek czy chociażby wyjaśnień.

Coraz częściej zastanawiałem się, co jest ze mną nie tak. Dlaczego każdy z moich związków na dłuższą metę zaczynał podążać tym samym torem. Bez względu na to jak bardzo bym się nie starał, po prostu wszystko zaczynało się psuć w ten sposób, że nie dało się tego naprawić. Może to kwestia tego, że wybierałem sobie nieodpowiednie partnerki. Dziewczyny, które pod żadnym pozorem nie pasowały do kogoś takiego jak ja, a mimo to ja wierzyłem, że jest inaczej i dalej w to brnąłem. Jednak mogło to również być spowodowane tym, że po prostu byłem tak beznadziejny w związkach. W końcu ile razy historia może mieć niemal takie samo zakończenie. Jak takie never ending story powtarzające się na bez końca. To było już tak oczywiste, że sam wiedziałem, czego się spodziewać, nie ważne czy tego chciałem, czy nie. W tym konkretnym przypadku chciałem to w jakiś sposób odbudować.

Zacząłem szurać butem po ścieżce, odsuwając drobne kamyczki leżące na niej na boki, bez żadnego konkretnego celu. I dopiero w tamtej chwili zdałem sobie sprawę zdałem sobie sprawę, jakie to wszystko jest poplątane. Pogmatwałem sobie wszystko, tak na prawdę na własne życzenie. Jak wielki mętlik tlił się bezustannie w mojej głowie. Z żadnej strony nie potrafiłem zrozumieć samego siebie, bo moje nielogiczne zachowanie nie mieściło się w granicach własnego zrozumienia. Z jednej strony kochałem Annie i na prawdę mi na niej zależało. Bardzo często myślałem jak bardzo bym chciał żeby ten związek trwał długo i żeby była ze mną po prostu szczęśliwa. Bez żadnego, "Ale", ani zawahania. Jednak z drugiej strony nie potrafiłem wymazać ze swojej podświadomości ani wyobraźni niesamowicie seksownej Jess, którą każdym najmniejszym gestem, pocałunkiem czy dotykiem doprowadzała mnie do czystego szaleństwa. Najzwyczajniej w świecie pożądałem jej i nic na to nie mogłem poradzić. Byłem tylko facetem i tak jak wszyscy odwracałem się widząc dziewczynę z fajnym tyłkiem, czy większym biustem. A, że moja przyjaciółka miała to wszystko na raz, nie musiałem nawet specjalnie się obracać. Ta sytuacja w żaden sposób nie chciała składać się w logiczną całość, co niczego nie ułatwiało. Jednak w tym wszystkim było coś, co nie wiedzieć, dlaczego mi się podobało. Po prostu mi odpowiadało, tak jak wyglądało, mimo że nie potrafiłem tego w żaden sposób wyjaśnić. Wiedziałem, że zachowywałam się jakbym nie dojrzał do żadnego z tych uczuć. I może coś w tym było, ciężko było mi stwierdzić, albo po prostu nie chciałem tego teraz wiedzieć.

- coś się tak zawiesił? - Usłyszałem pogodny chichot Davies koło swojego ucha. Jej dłonie wylądowały na moich ramionach, a nos zatopił we włosach.

Pachniała perfumami Diora, które kupił jej tata, gdy wrócił jednej z dłuższych delegacji. Nie znałem się zbytnio na tym, ale te rozpoznawałem, bo były jej ulubione. Tak jak naszyjnik, który nosiła prawie zawsze od zakończenia szkoły podstawowej lub drobna spineczka z białą kokardą, która prawie zawsze była schowana gdzieś w jej włosach. Rzadko, kiedy było ją widać, ale była niemal nieodłączną częścią jej każdego stroju, czy fryzury, od kiedy Pauline pozwoliła jej ją sobie zachować od momentu, kiedy zaczęły ze sobą trzymać. Głupie drobiazgi, a zwracały na siebie moją uwagę. Kiedyś, gdy ją o to zapytałem, po prostu wzruszyła ramionami i jak gdyby nigdy nic, powiedziała, że są rzeczy, które dla ludzi znaczą więcej niż inne, bo przywołują dobre wspomnienia, dlatego zawsze chcę się je mieć blisko siebie. Mimo, że mieliśmy wtedy niespełna czternaście lat, zapadło mi to w pamięć, bo to, co wtedy powiedziała miało głębszy sens.


- Po prostu się zamyśliłem - Wzruszyłem ramionami dając jej do zrozumienia, że to nic takiego, a na moich ustach pojawił się lekki uśmiech.

- Ty sobie tym myśleniem kiedyś mózg przeciążysz - prychnęła żartobliwie. - A teraz opowiadaj.

- Ale co? - Spojrzałem na nią pytająco, gdyż chyba nie bardzo zrozumiałem jej polecenie.

Po za tym, w całej tej sytuacji zdziwiła mnie jedna rzecz. To jak beztrosko i radośnie się zachowywała. W pierwszym momencie nie zauważyłem w tym nic podejrzanego, jednak uświadomiłem sobie, że zachowuje się zupełnie inaczej, niż jeszcze parę minut temu, podczas naszej rozmowy. Wydawała się być wtedy speszona i jakby lekko poirytowana, a teraz wyglądało to wręcz przeciwnie. Miałem lekko sprzeczne emocje, co do jej zachowania. Nie to, że nie pasowało mi, kiedy była roześmiana i miała dobry nastrój, jednak w tym momencie coś mi w tym nie pasowało. Ta zmiana była tak.. nagła. A u Jess to mogło oznaczać dosłownie wszystko, więc w mojej głowie narodził się cały szereg myśli, o co może jej chodzić.

- Jeny, Liam - Westchnęła odchylając głowę ze zrezygnowaniem, w odpowiedzi, na co parsknąłem śmiechem. - Jaki ty jesteś niekumaty. Pytam, o co chodzi, czy jak wolisz, „Nad czym rozmyślasz" - Pokazała w powietrzu cudzysłów.

- W sumie to o wszystkim - Podrapałem się po głowie, odwracając się przodem do dziewczyny i posyłając jej bezradny uśmiech. Nie chciałem teraz tłumaczyć tego wszystkiego, bo koniec końców najpierw sam powinienem to sobie poukładać w głowie i zrozumieć.

- O wszystkim, czyli jednak o czymś konkretnym - Przechyliła głowę przewiercając mnie wzrokiem i jasno dając mi do zrozumienia, że nie odpuści.

Sam nie byłem pewien, czy to jej wada, czy raczej zaleta. Nie znosiła, kiedy nawet w najdyskretniejszy sposób się ją zbywało. Zawsze musiała wiedzieć, co jest na rzeczy, szczególnie, jeśli była mowa o bliskich jej osobach. Z jednej strony wiedziałem, że to z troski, a opiekuńczość była moim zdaniem ogromną zaletą, jednak również mnie to momentami irytowało, bo nazywając rzeczy po imieniu - to była trochę wścibskość.

- Nad tym, co mi powiedziała Ann. Musimy szczerze pogadać i sobie wyjaśnić kilka spraw. I to na tyle - Skłamałem, na prawdę nie mając ochoty na rozmowę o tym, co szczerze siedzi w mojej głowie. Mimo, że powiedziałem dzisiaj Davies sporo na ten temat i prawdę mówiąc okłamałem ją w paru kwestiach. Stwierdzając, że nie czuje niczego odnośnie tej sytuacji, powiedziałem największą głupotę, na jaką mogłem się zdobyć. To wszystko przez to, że sam nie wiedziałem, co czuję, a nawarstwiło się tego zaskakująco wiele.

- Nie myśl o tym teraz, bo tylko sobie humor niszczysz, a chcę spędzić przynajmniej resztę tego dnia serio na luzie. Podejrzewam, że ty też. Wiesz.. bez żadnych ciężkich tematów i innych głupot - Spojrzała na mnie wymownie z bladym wyrazem twarzy, a ja od razu zrozumiałem jej aluzję. Kiwnąłem tylko niepewnie głową po chwili namysłu i rozejrzałem się. Obok nas przebiegała jakaś dziewczyna w stroju do joggingu, a kilkanaście metrów dalej dwie mniej więcej dwunastoletnie dziewczyny biegały za ogromnym, ale zarazem ślicznym bernardynem. W parku robił się coraz większy tłok, co pewnie było spowodowane godziną. Większość ludzi teraz kończyła już swoje codzienne zajęcia, więc przychodzili do takich miejsc jak to by trochę odetchnąć i zrzucić z siebie ciężar poprzednich paru godzin.

- Pojedźmy gdzieś - rzuciłem przerywając tę lekko niezręczną ciszę, sam właściwie nie kontrolując tego, co mówię. Słowa jakby automatycznie ze mnie wypłynęły.

- Co masz na myśli? - Na jej ustach pojawił się rozbawiony uśmiech. Złączyła ręce na piersiach i po raz pierwszy od dłuższego czasu dzisiaj, złapaliśmy kontakt wzrokowy, który trwał dłużej, niż sekundę.


- Rzucić to wszystko w cholerę i pojechać jak najdalej, słońce -chciałem ją objąć w talii, ale dosłownie ułamek sekundy przed tym, jak zdecydowałem się to zrobić, coś w środku mnie zablokowało i zrezygnowałem z tego ruchu. Zrobiłem kilka kroków do przodu, w kierunku ławki gdzie leżały nasze rzeczy. Najwyższa pora by zmienić miejscówkę. Przynamniej jak na mój gust. - Nie mam na myśli teraz, ale na przykład w piątek. Moglibyśmy pojechać na weekend w jakieś niesamowite miejsce gdzie nikt nas nie zna, zrobić coś głupiego, a później z czystą kartą wrócić tutaj. Teraz mówię całkiem serio.

Dziewczyna chwyciła wszystkie swoje luzem leżące rzeczy i wrzuciła je niedbale do torebki. Ja chwyciłem tylko aparat i przewiesiłem go sobie przez szyję.

- W sumie.. - Zaczęła po dłuższej chwili namysłu - Jestem pełnoletnia i nie mogą mi już niczego zabronić. A taka mała ucieczka na weekend żeby się wyszaleć chyba jeszcze nikomu nie zaszkodziła - wymamrotała zadowolona odgarniając kosmyk włosów za ucho.

- Coraz bardziej podoba mi się twój tok myślenia.

- Bo coraz bardziej podobny do twojego? - Mruknęła z przekąsem patrząc na mnie spod swoich długich rzęs i lekko dźgając mnie łokciem w żebra, co zawsze było moim słabym punktem, przez łaskotki, które miałem jedynie tam.

- W sumie twoja wersja jest na prawdę bardzo prawdopodobna - przyznałem - Pizza, kebab, sushi, chińszczyzna, czy masz inne propozycje?

- Zdecydowanie pizza. W sumie to umieram z głodu - jęknęła dotykając swojego płaskiego brzucha, którego wcale nie było widać pod materiałem sukienki.

- Dziwisz się? Nawet śniadania nie zjadłaś, bo stwierdziłaś, że nie chcesz się konfrontować ze swoją mamą - starałem się powstrzymać salwę śmiechu, która pchała mi się na usta. Teoretycznie to wspomnienie z tego poranka dotyczyło także w dużej mierze mnie, więc powinienem się tym choć odrobinę przejąć, lub chociaż współczuć Jessice, ale cała ta sytuacja mnie bawiła i to strasznie. Byłem strasznie ciekaw, co wtedy pomyślała pani Davies.

W tamtym momencie odezwał się telefon, którego sygnał świadczył o nowej wiadomości. Odziwo dał o sobie znać ten należący do mojej przyjaciółki, a nie mój. Przeprosiła, jak to miała w zwyczaju, gdy wyciągała telefon w czyimś towarzystwie i zaczęła szukać urządzenia w torebce.

W końcu go odnalazła i wlepiła wzrok w wyświetlacz. W pewnym momencie zauważyłem, że dziewczyna spoważniała, a delikatny uśmiech gwałtownie zniknął z jej twarzy.

- Ja.. Ja muszę - Zająkała się, co było u niej na prawdę rzadkością. W jej głosie dało się słyszeć.. lęk? Patrzyłem na nią zaniepokojony i zupełnie zdezorientowany. - Muszę wracać.

- Co? Ale jak to? Gdzie? - Zapytałem zdziwiony tą nagłą zmianą planów. Coś się musiało stać, nawet ślepy by zauważył. Dziewczyna bez żadnego pożegnania przybrała szybkie tępo oddalając się od oniemiałego mnie. Jej nogi były sztywne, a wzrok miała wlepiony w swoje buty.

- Później wyjaśnię - Krzyknęła, kiedy była już dość sporo dalej. Czułem się w tamtej chwili autentycznie zmartwiony. To było takie nienaturalne, że aż przerażające. A najgorsza była ta nieświadomość w tym co mogło się stać.



Od autorki: Wiem - zawaliłam termin. Wiem- Zawaliłam jakość. Wiem - Zawaliłam wszystko i teraz mnie nienawidzicie, ale ja was bez względu na to kocham i strasznie przepraszam :C W moim życiu ostatnio wydarzyło się tyle, że nie radzę sobie sama ze swoimi emocjami. W dodatku po powrocie z sanatorium mam taki nawał nauki do nadrabiania, że to powinno być karalne, ehh. Zresztą - nie ważne. Rozdziały od teraz będą pojawiały się częściej, niż ten, to obiecuje wam na 100% . Następny w ramach przeprosin wstawię w środę i będzie fajnie. XD

Inna sprawa: Wszyscy tworzą tagi ze swoimi ff, to ja też!

#sexfriendsff

Tam możecie pisać wszystko, co myślicie, jakie macie wątpliwości, czy co was w tym ff, lub danej postaci ciekawi. WHATEVER, ten tag jest dla was :*

Mam nowego twittera, więc jeśli chcecie popisać, czy cokolwiek to proszę: @_unique_one_

Daje fBack i te sprawy ^_^

I poza tym chcę wam wszystkim podziękować za te wszystkie wyświetlenia i gwiazdki i również komentarze. To wszystko tak wiele dla mnie znaczy, gdyby nie wy, już dawno by mnie tutaj nie było. Kocham Was

~Wasza Victoria ♥ ~







niedziela, 11 października 2015

Libster Award + Wyjaśnienia

Zacznę od LBA, za które niezmiernie chciałabym podziękować Karmeeleq:
www.kiedy-gram-znika-caly-swiat.blogspot.com

Strasznie mi miło, dzięki tej nominacji. Niby nic wielkiego, ale wywołuje wielki uśmiech, bo czuję, że chociaż jedna osoba doceniła moje kochane Sex Friends. Aż się łezka w oku kręci :') haha

Jestem niemal pewna, iż każdy wie, czym jest nagroda Libster Award, więc nie widzę potrzeby, abym wklejała tę rutynową formułkę.

Bez zbędnego gadania przejdę do pytań.

1. Co sądzisz o samobójcach? Są dla Ciebie głupcami, czy może podziwiasz ich odwagę? 

Moje zdanie na ten temat jest na prawdę bardzo obszerne, napiszę w dużym skrócie.  Każda osoba, która pozbawia się życia, robi to z jakiegoś powodu. Czasem jednego, czasem kilku, które się na siebie nawarstwiają, ale zawsze jest jakiś czynnik, bo raczej nie ma nikogo, kto zabije się "Bo tak, bo jestem YOLO, bo będzie fajnie". Prawda jest taka, że każdy ma inny próg bólu emocjonalnego. Niektórych niemal nie da się zranić, inni potrafią przepłakać wiele nocy, przez jedno nieodpowiednie zdanie.  Dlatego nie rozumiem, gdy ktoś mówi "Ale to nie powód...", bo dla każdego bodźcem może być coś innego.
Poza tym, popełnić samobójstwo wymaga ogromnej odwagi. Wykonać na tyle silne cięcie żyletką, puścić poręcz na moście, nacisnąć spust. Zanim oceni się takiego człowieka, należy postawić się na jego miejscu. Problemy potrafią przerosnąć i odebrać zdolność racjonalnego i zdrowego myślenia, a zdobyć się na odwagę dla tej jednej śmiertelnej sekundy. Większość z nas by się tego nie podjęła, chociażby ze strachu. Więc mówiąc najprościej: Samobójcy to ludzie tacy jak my. Też mają problemy, czasem większe, czasem mniejsze, ale po prostu sobie z nimi nie radzą. Ich też należy szanować.  Chociażby za odwagę.

2. Czy uważasz, że oczy są odzwierciedleniem 
duszy? 

Szczerze to nie bardzo.  Mówi się, że oczy nie mogą kłamać, że zawsze szczere, że niczego nie ukryją. Trochę doświadczenia, nauczyło mnie, że to nie prawda. Nawet patrząc bardzo głęboko w oczy, człowiek może kłamać, bo w sumie to nie żadna filozofia. Jednak w pewnych kwestiach muszę się zgodzić z tym twierdzeniem, bo pewne emocje zmieniają kolor oczu i to w przypadku wszystkich ludzi. Czasem nieznacznie, ale zawsze. Więc coś tam trochę prawda.

3. Wolisz morze czy góry? 

Morze, morze, morze, piękne, mokre morze.

4. W przyszłości chciałabyś/chciałbyś mieć córeczkę czy synka? 

I oto jest pytanie. Sytuacja przedstawia się tam, że nie chce dzieci. Ale zakładając, że miałabym wpadkę, bądź zmieniła bym zdanie, to nie chciałabym aby moje dziecko było jedynakiem i chciałabym trojaczki. Powalone, tak wiem. W każdym razie moim ideałem jest mieć dwie córeczki i jednego synka.

5. Lubisz czytać? Jeśli tak podał/podałabyś tytuły ulubionej książki? Ewentualnie paru. 

Uwielbiam, wręcz kocham czytać.  Można powiedzieć, że dosłownie połykam książki, opowiadania itd.

Podam tytuły dwóch serii, które moim zdaniem są warte uwagi:

Saga pięćdziesięciu odcieni.
Czyli doskonale wam znane pięćdziesiąt twarzy Greya. Każdy kto czytał wie, że pod ogólnym stereotypem książki dla niewyżytych kobiet, bez partnera, kryje się wciągająca, emocjonująca i bardzo wartościowa historia, która zmusza do myślenia.

A na drugiej pozycji znajduje się trylogia "Przez burze ognia"
Książka nie jest bardzo znana, nie będę się na jej temat rozpisywać.  Jeśli będziecie zainteresowani, po prostu o niej poczytacie. Gorąco polecam.

6. Co sądzisz o młodych osobach, które piję, palą „dla szpanu"? 

Uważam, że takie osoby jeszcze bardziej pogarszają zdanie starszych pokoleń, na nasz temat, które swoją drogą nie jest zbyt pochlebne. Ale, jak chcą sobie niszczyć zdrowie i życzy im się śmieć w młodszym wieku, niż mogliby dożyć - not my problem. Ogółem mam na to wyjebongo dopóki nie dotyczy mnie, bądź moich bliskich.

7. Wolisz herbatkę czy kakao? 

W sumie nie pijam kakła, a herbatę pochłaniam litrami, więc wiadomo, że herbatkę ^_^

8. Lubisz deszcz?

Kocham. Nigdzie się tak dobrze nie myśli, jak na huśtawce, ze słuchawkami w uszach, czując jak deszcz moczy skórę. Albo pocałunki w deszczu, bądź taniec. Nie ma nic lepszego.

9. Wolisz być w towarzystwie czy może jesteś typem samotnika? 

Może to chore, ale jestem socjopatką, która lubi towarzystwo.  Źle czuje się samotna. Mówię o samotności w tłumie.  Ogółem jestem zwolenniczką spędzania długich godzin sama, że swoimi myślami.

10. Leciałeś/aś kiedyś samolotem? Jeśli nie, czy chciałbyś/chciałabyś polecieć? 

Jeju, tyle co ja się nalatałam ;_; Już mnie to nawet nie ekscytuje. Przechodzę odprawę, czekam, potem wsiadam, a potem idę spać, budzę się przy lądowaniu i idę po bagaż.
Taka rutyna trochę.

11. Jaki kraj najbardziej chciałabyś/ałbyś zwiedzić? Dlaczego? 

Szwajcarię. Tak strasznie mnie ekscytuje to państwo *_*


Ja nie nominuję nikogo, więc również pytań nie daje.

Teraz przejdę do wyjaśnień, które niewątpliwie wam się należą. 

Wiem, miałam dodawać rozdziały częściej, kiedy byłam w sanatorium. Jednak wszystko zrujnował pewien chłopak o imieniu Damian, któremu chciałam poświęcać każdą sekundę, każdy oddech i takie tam. No i zawaliłam.
Nie będę wam się rozpisywała na jego temat, bo za dużo by zeszło, ale w sumie tak myślę, że nasze "love story" jest na tyle popaprane, nietuzinkowe i oryginalne (to zdanie niemal wszystkich moich znajomych), że śmiało mogłabym zrobić z tego FF. Ale sama nie wiem, to zależy od was, haha, także piszcie xD

W każdym razie skoro jestem w domu, poprawie się i rozdziały znowu będą pojawiały się w miarę często, obiecuję!

To chyba by było na tyle.

Na prawdę was cholernie przepraszam. Wiem, że schrzaniłam, ale czasu nie cofnę, chociaż bardzo bym chciała.

~ Wasza Victoria ♡ ~

środa, 23 września 2015

Zżera mnie ciekawość.

Jako, że nie zaczęłam jeszcze rozdziału, bo zjadł mnie wczoraj paskudny leń, którego nakarmił kisiel, startuje do was z pytaniem.

Z czyjej perspektywy chcecie następny rozdział? 

Pytam z tego względu, że mam sporo pomysłów, a skoro je mam, to chciałabym je spełnić w rodziale z perspektywy, którą chcielibyście przeczytać :*

Poza tym. Tak sobie wczoraj rozkminiałam. Każdy z osób czytających ma jakieś swoje domysły co będzie dalej. I jestem strasznie, ale to strasznie ciekawa, jak wy to widzicie! Chce wiedzieć czy wasze domysły może choć trochę zadzają się z tym co planuje. Po prostu mi na piszcie ^_^

+ Ktoś, coś snapchat? Jak tak to dodawajcie mnie, bo zaczęłam znowu namolnie snapować, więc wtedy będziecie wiedzieć co się dzieje u mnie, a ja co u was, co mnie bardzo ciekawi ♡
Snapchat: Nowelove69


Chyba na tyle ♡ do następnego minionki ♡

~wasza Victoria~

poniedziałek, 21 września 2015

Chapter 11

Siedząc po turecku na ławce w parku, który znajdował się niedaleko mojego domu. Rozglądałam się uważnie, trzymając między nogami szkicownik,a w dłoni mój ulubiony ołówek. Można by rzec, że szczęśliwy. Rysowałam tylko nim. Był już króciutki, bo już trochę miał, więc go wyostrzyłam porządnie, jednak wciąż był najlepszym dla mnie ołówkiem na świecie, co wcale nie było spowodowane jego uroczym wzorem w różowe jednorożce na błękitnych obłoczkach.

Zazwyczaj to miejsce pozytywnie wpływało na moją chęć do rysowania.  Drzewa, które zasłaniały widok na wszystko inne I jedna żwirowa dróżka ciągnącą się przez całą długość tego niewielkiego skwarku.  Po jej obu stronach znajdowały się rządki ławek, na których można było odpocząć lub po prostu usiąść i się zrelaksować, jak ja w tej chwili. Wielu ludzi przychodziło tu zjeść lunch na kocu, bądź posiedzieć na trawie i z kimś porozmawiać.

Jako dziecko uwielbiałam bawić się tutaj jesienią w liściach. Nie można było powiedzieć, że wychowałam się na komputerze lub na telefonie. Większość czasu spędzałam na dworze i rodzice mieli problemy ze ściągnięcia mnie do domu.

Moja dłoń zaczęła poruszać się nad kartką, kresląc ołówkiem kolejne kreski i pociągnięcia. Szare linie powoli zaczynały przypominać dwie złączone dłonie ze specionymi palcami. Właśnie sama nie wiedziałam dlaczego właśnie to zaczęłam szkicować. Po prostu coś mnie natchnęło.

Usłyszałam charakterystyczny dźwięk aparatu, który świadczył o wykonaniu zdjęcia.  Uniosłam głowę i spojrzałam w kierunku, z którego słuchać było dźwięk migawki.

- Wychodzisz na zdjęciach ładnie, nawet jak nie pozujesz - zaśmiał się brązowooki, wpatrując się w ekran swojej lustrzanki.  Ten wypad do parki był niezwykle twórczy.  Ja rysowałam, a on bawił się w fotografa, czyli oboje robiliśmy to, co dawało nam satysfakcję.

- Wyczuwam nowe zdjęcie do seks-folderu - zachichotałam podciągając dekolt mojej neonowo różowej sukienki lekko do góry. Dzień był wyjątkowo upalny, więc kiecka była jak najbardziej odpowiednim ubraniem. Do tego założyłam białe baleriny w kwiatki, a włosy upięłam w kok. Prosto i szybko, ale ładnie i kobieco.

- Skąd wiesz o moich folderach? Są schowane głęboko w celu czeliściach komputera? - powiedział z udawanym zaskoczeniem i jednocześnie przerażeniem.  Kretyn, ale mimo wszystko, najcudowniejszy Kretyn jakiego mogłam spotkać na swojej drodze.

- Mam informatora, który ma naprawdę szeroki obieg informacji. Przede mną się nic nie ukryje skarbie, więc nawet się nie staraj niczego zataić, bo i tak szansę na powodzenie są marne - usmiechnęłam się zwycięzko - Pokaż co napstrykałeś, zboczeńcu - Wyciągnęłam dłoń w kierunku jego aparatu. Chłopak uniósł brwi patrząc na mnie kpiąco, co nieco mnie zdziwiło, bo kompletnie nie wiedziałam o co mu może chodzić.

- Nie ma nic za darmo Davies. To są drogie rzeczy i musisz mieć naprawdę dobra ofertę, abym pokazał ci te zdjęcia.

- Nie narysowałam nic Payne. Nie masz czego oglądać, więc musisz mi pokazać to dobrowolnie - Skłamałam, zamykając mój szkicownik i przyciskając go sobie do brzucha, kiedy chłopak wrył się na miejsce obok mnie. Sama nie wiedziałam dlaczego, ale nie chciałam mu pokazywać tego rysunku. Niby nie miał żadnego znaczenia i był tylko zlepkiem chwilowej weny, jednak z drugiej strony, jakby się nad tym zastanowić, był dość wymowny, może aż zbyt wymowny.

- Raczej nie o to mu chodziło - przestał się śmiać i spoważniał, wlepiając we mnie wzrok. Jego twarz nie wykazywała żadnych emocji, ale oczy wręcz od nich wrzały.

- A, więc o co ? - położyłam swoją dłoń, na tej należącej do niego. Zmartwiłam się trochę, bo Liam nie często potrafił ze śmiechu przejść w całkowitą powagę, zmieszaną ze zdezorientowaniem. Podciągnęłam kolana pod brodę, krzyżując kostki i przyciskając je do materiału sukienki, tak aby ten się nie zsunął i nie odsłonił moich majtek.

- Chyba musimy w końcu pogadać i sobie wszystko wyjaśnić. Wczoraj to trochę krzywo wyszło i przepraszam, ale nie możemy udawać, że nic się nie stało.  Przynajmniej ja tak nie potrafię - spóścił wzrok, poprawiając kołnierzyk białego T-shirtu dłonią, za którą chwilę wcześniej go trzymałam, co było dla mnie wystarczającym sygnałem, żeby dać sobie teraz spokój z czułościami i podejść poważnie do rozmowy, która chcąc nie chcąc musiała się odbyć.

- Jeszcze wczoraj mówiłeś, żebym o tym zapomniała. Sama już nie wiem czego chcesz - mruknęłam cicho, uważnie przyglądając się swoim paznokciom pomalowanym na różowo - niebieskie ombre. Musiałam na czymś skupić wzrok i uwagę, żeby tak bardzo się nie denerwować.

- A wiesz chociażby, czego sama chcesz? - zapytał, a w tych kilku słowach było sporo racji. Oboje chyba byliśmy w kropce, pod względem uczuciowym. Może mówiąc o uczuciach, to trochę za dużo, bo w końcu żadnych w tym raczej nie było, jednak jesteśmy w martwym punkcie na pewno jeśli chodzi o myśli, bo żadne z nas obojga, nie ma pojęcia czego chce i co ma zrobić.

- Nie.  Ale na pewno nie chcę żeby się przez to popsuło. Nie chcę cię przez to stracić.

- Skarbie - poczułam jego dłoń na swoim podbródku, który pociągnął delikatnie do góry i w lewo, tak, że na niego spojrzałam. Uśmiechnął się niepewnie, co odwzajemniłam.  Nie wyobrażałam sobie, co by było gdyby go nagle zabrakło w moim życiu.  Gdybym już nie miała kogo bić i przytulać.  Gdybym nie miała kogo obrażać, ale i czule nazywać.  Gdybym nie miała się komu wyżalić i kogo wysłuchać.  Wiem, że od tego mam też inne osoby, ale te "inne osoby", nigdy nie będą tym chłopakiem,  który jest moim najlepszym przyjacielem, który był od zawsze i którego zawsze mogłam pocałować, kiedy mi tego brakowało.  Po prostu nie wyobrażałam sobie go nagle nie mieć blisko siebie - Posłuchaj mnie teraz uważnie. Nie ważne co się stanie, będę z tobą i nigdzie się nie wybieram. Nawet jak zrobisz najgłupszą rzecz.  Choć podejrzewam, że jeśli kiedykolwiek taką popełnisz to ze mną, ale to nie ważne. Prawdziwi przyjaciele nie odchodzą.

Delikatnie głaskał mnie po ramieniu, a jego słowa, były dla mnie kojące jak zimna woda w upalny dzień.  Zapewnił mnie ze nie mam się o co martwić i byłam mu za to zniezmiernie wdzięczna. Jednak, mimo to, jedna sprawa nie dawała mi spokoju. Oparłam głowę o jego ramię, milcząc przez chwilę.

- Jesteśmy przyjaciółmi? - Odważyłam się w końcu zadać to pytanie, chociaż trochę obawiałam się odpowiedzi. Wczoraj miałam sporo czasu na przemyślenia i dotarło do mnie, że ta relacja zaczęła trochę wykraczać poza granice przyjaźni.

- Wątpiłaś w to kiedykolwiek? - odpowiedział pytaniem na pytanie, a w jego głosie dało się usłyszeć trochę zaskoczenia, co prawdę powiedziawszy mnie nie dziwiło.  Sama byłam zaskoczona, że zebrałam się w sobie a by o to zapytać.

- Źle mnie zrozumiałeś - Westchnęłam niezadowolona faktem, że muszę mu tłumaczyć dokładnie moje przemyślenia - Spójrz na nas z przed roku, a później pomysł i nas z przed kilku dni. To się zmienia w jakąś pieprzoną strefę P, lub frienzone, jak wolisz, czyli coś czego nie można nazwać, ani przyjaźnią, ani związkiem.

- W sumie racja - Westchnął wsuwając nos w moje włosy. - Ale zaczęło mi to odpowiadać. Jeśli mam być szczery, nie czuje, że przez go wszystko robimy coś złego. Chyba nawet przeciwnie.  Mam wrażenie, że jesteśmy bliżej siebie, a to mi na prawdę pasuje, bo przy tobie czuje się swobodnie, bez względu na okoliczności.

Patrzyłam nieprzytomnie i nieobecne w materiał mojej mojej sukienki, układając sobie przebieg całej tej konwersacji jeszcze raz w głowie i szufladkując kolejne fakty, których na przełomie trzech dni, nazbierało się dość sporo, co w tym wypadku nie było dla mnie niczym dobrym. Zaczęłam gubić się między racjonalnym myśleniem, a własnymi uczuciami, które nie wiadomo jak opanowały zdolność kontrolowania mojego umysłu.  Sama jednoznacznie nie wiedziałam co czuję. To była mieszanka i to wybuchowa, która tylko oczekiwała na jakąś iskra,  żeby w najmniej oczekiwanym i pożądanym momencie eksplodować, pozostawiając wielką wyrwę we wszystkim co działo się dotychczas. Czułam strach, bo sprawy przybierały zbyt szybkiego, niebezpiecznego i wściekłego tępa, że nie wiadomo było co wydarzy się za minutę, a zwłaszcza następnego dnia. Niepewność, która nie pozwalała mi podjąć żadnego wyboru, bo szła z obawą o konsekwencje, jakie każda decyzja za sobą wiodła. Szczęście, które gdzieś tam się czaiło, bo w końcu nie zmieniło się tak dużo i nie straciłam nikogo, ani niczego na czym mi zależy. I ta pieprzona nadzieja, że w końcu ten okres, który stawia tak wiele spraw pod znakiem zapytania się skończy i to w miarę pomyślnie.  Nie nawidziłam takiego rozwidlenia uczuć, bo nigdy nie prowadziły do niczego dobrego.

- Powiedz mi, co my z tym zrobimy? Bo jakby na to nie patrzeć, pasuje mi tak jak jest między nami, ale z drogiej strony mam jeden wielki mętlik w głowie. Takie bazgroły, które niczym nie przypominają niczego.

- Dlaczego mętlik w głowie?

- Proszę cię, Liam. Zastanów się. To wszytko jest popaprane. Ty, Lucas. Ja, Annie. Serio nie masz tego samego problemu?

- Szczerze, to nie czuje niczego, jeśli chodzi o tą całą sytuację.  Kompletnie. Żadnych wyrzutów sumienia, ani satysfakcji. Tak trochę neutralnie. Choćby to było dla mnie czymś zupełnie naturalnym i nie mam pojęcian dlaczego tak jest. W każdym razie, skoro nie wiemy na czym stoimy.. to może by tak spróbować jeszcze raz? - jego głos był trochę oniesmielony, szczególnie przy ostatnim zdaniu.

- Dlaczego to proponujesz ? - spięłam się trochę.

- Żeby zobaczyć co z tego wyniknie - w jego słowach wyczuwałam ukryty między wierszami pod tekst, jednak w tej chwili nie byłam jeszcze w stanie go rozszyfrować.

Nie zdołałam nawet zastanowić się nad odpowiedzią, ponieważ w tamtym momencie w mojej torebce rozległ się dźwięk dzwonka telefonu, jednak nie mojego, bo ten brzmiał zupełnie inaczej, co musiało oznaczać, że ktoś próbuje się skontaktować z brązowookim chłopakiem. Zaciskając wargi wyciągnęłam dłoń po beżową, półpikowaną torebkę i delikatnie drżącą dłonią ją otworzyłam.  Chwyciłam czarne urządzenie, rzucając dyskretne i szybkie spojrzenie na wyświetlacz.  " Perełka ♡" dzwoniła.  Nie wiedziałam dlaczego, ale poczułam delikatne ukucie zazdrości. Podałam telefon na wyciągniętej dłoni szatyna i popatrzałam na niego.

- Chyba powinienem odebrać - jego stwierdzenie brzmiało bardziej jak pytanie o pozwolenie. Uśmiechnął się delikatnie, a ja jedynie pokiwałam głową, wracając do grzebania w torebce.

Chłopak wstał i odlodchodząc trochę dalej, więc nawet gdybym chciała nie byłam w stanie usłyszeć przebiegu rozmowy.

Sama wyjęłam swojego samsunga i włączyłam przesyłanie danych. Niemal od razu w prawym górnym rogu utworzył się dymek z czatu i słynny brzdęk informujący o wiadomości na massengerze. Podświetliłam trochę ekran, żeby lepiej widzieć i kliknąłam w kółeczko. U góry otworzyły mi się dwie rozmowy. Jedna  z Pauline, a druga. Druga z Lucasem. Priorytetowo postanowiłam odpisać Evans.

Pauline: Błagam Cię, trzymaj mnie. Nie wierzę *-*

Spojrzałam na godzinę wysłania przez nią tej wiadomości.  Dwunasta piętnaście, czyli pół godziny wcześniej.

Ja: Mów wszystko i to ze szczegółami *-*

Dziewczyna była aktualnie niedostępna, więc otworzyłam rozmowę z moim chłopakiem.

Lucas: Myślałem, że znajdę cię gdzieś w szkołę i pogadamy, ale nie ma cię. Wszystko okey?

Westchnęłam, gdy przeczytałam treść tej wiadomości. Pisał, jak gdyby nigdy nic, ale z drugiej strony co innego miał zrobić.

Ja: A co miało by być nie tak? :)

W moim słowniku uśmiechnięta minka, oznaczała, że jestem zirytowana, więc jeśli ktoś tego nie widział, miał problem.

Lucas: Nie wiem, po prostu się martwię. Chciałem osobiście, ale skoro nie mam jak..

Lucas: Przepraszam za tamto. Możemy być jak zaledwie dwa tygodnie temu? Bo, coś się psuje..

Ja: Powiedz mi tylko, kiedy Summer wyjeżdża.  

Lucas: Emm... W niedziele, chyba. Odpowiedz mi na pytanie. 

Ja: Nie wiem, do jej wyjazdu może się dużo zmienić.  

Jak dla mnie ta wiadomość wyrażała więcej niż tysiąc słów.  W końcu ruda mogła wszystko jeszcze bardziej zniszczyć.  Jednak niczego nie świadomy Walker, pewnie zastanawiał się, o co mi chodzi.

Lucas: Nie rozumiem.. o.O

Ja: Jeszcze zrozumiesz ;)... :* 

Od Autorki:
Ogółem rozdział miałam dodać wczoraj, ale wyszło tak, że mnie leń dopadł, także bardzo was przepraszam :c
Mam nadzieje, że rozdział się podoba. 
Ogółem to tak sobie myślałam i doszłam do wniosku, że Sex Friends nie będzie miało wiecej, niż trzydzieści rozdziałów. Ale - przewiduje drugą część ^_^ Zresztą, w sumie to już zależy od was :*
Plus, zrobiłam dla was zakładkę "informowani" - odsyłam chętnych :* 
Nie wiem, co mam jeszcze wam powiedzieć, ale chcę powiedzieć, że jesteście najlepsi na świecie! Na wattpadzie to opowiadanie jest na 126 miejscu wśrod fanfictions i wow.. nigdy nie liczyłam na taki sukces. Kocham was najbardziej na świecie moje misie <3

~ Wasza Victoria ♡ ~

środa, 16 września 2015

Chapter 10

Jego dłonie przejechały po wewnętrznej stronie moich ud, a ja nie mogąc powstrzymać jęku, wygięłam się w lekki łuk. Moje ciało przenikały uczucia i emocje, które były wprost nie do opisania, których do tej pory nie znałam i niezwykłym echem odbijały się w moim kroczu.

Miał zimne ręce, a podobno osoby z takimi są lepsze w łóżku.  Ciężko mi było powiedzieć, nie miałam porównania, jednak sama ich tepertuara kontrastująca z moją rozpaloną niemal do granic możliwości skórą, wywoływała we mnie niesamowite podniece.

Przesunęłam palcami po jego wyrzeźbionym torsie, zatrzymując je na krawędzi jego bokserek. Samo patrzenie na niego bez koszulki moczyło majtki. Chciałam jego ust, dłoni i wszystkiego. Chciałam po prostu jego. Jego w sobie. Jednak nie czułam zniecierpliwienia i oczekiwania aby to nastąpiło. Miało być romantycznie i we właściwym tępe. Jak dla mnie liczyła się jakość nie długość.  

To było takie nowe, jednak po prostu wiedziałam co mam robić.  Jakby pewnego rodzaju szósty zmysł, który chwilę wcześniej planował każdy mój ruch.

Było mi tak dobrze. Nie czułam żadnego zawstydzenia, wręcz przeciwnie. Czułam się pewna i zadowolona z tego co robię.  

- Jess - jęknął koło mojego ucha, gdy przejechałam dłonią tuż obok jego erekcji, uwięzionej w bokserkach.

- Jess - Tym razem głośniej, a ja lekko się zdziwiłam, jednak nie przejęłam się tym za bardzo. 

- Jess, wstawaj - poczułam jak ktoś mną potrząsa, a mój erotyczny świat w ułamku sekundy zniknął z mojej wyobraźni.  Nigdy w życiu nie pomyślałabym, że poczuje nutkę rozczarowania z tego powodu. Co jak co, ale sen był przyjemny.

- Cho? - Tylko tyle byłam wstanie wymamrotać rozchylając powieki, które wciąż były niezwykle ciężkie. W pokoju panował półmrok, co świadczyło o wczesnej godzinie - chcę spać kretynie.

- Chodzi o to, że ja też - zaśmiał się. Słychać było, że dopiero się obudził. Miał lekko zachrypnięty głosik.  Leżał podparty na łokciach i patrzył na mnie. Miałam ochotę zdzielić go porządnie poduszką, za pobudkę o tej godzinie, która jak mogło się właśnie wydawać, była bezpodstawna, jednak, nie miałam siły zmieniać pozycji, w której leżałam, bo była najwygodniejsza na świecie.

- Więc dlaczego mnie budzisz? - bąknęłam niezadowolona. Wyrywanie mnie z mojej ulubionej fazy snu, czyli tej, w której moja wyobraźnia była aktywna, było raczej złym pomysłem i mogło mieć różne skutki.

- Jęczysz przez sen - podrapał się po głowie, a na jego twarzy malował się rozbawiony uśmiech - ja nie wnikam co ci się śni, ale śnij to trochę ciszej. Na prawdę chciałbym się wyspać.

- Przestań - burknęłam pod nosem czując, a kiedy poczułam, jak moja twarz oblewa purpura po prostu przykryłam ją włosami co było jednoznaczne z poruszeniem się i moja magiczna bańka wygody, która była wręcz nie do opisania, nagle bez żadnej zapowiedzi prysła - śpij dalej, już nie będę.

- No ja myślę.  Chociaż, twoje jęki bardzo przyjemnie brzmią, ale nie koniecznie o tej godzinie i w takich okolicznościach - wsunął rękę pod moje ciało, mniej więcej na wysokości ostatniego rzebra i przyciągnął mnie do siebie tak, że leżałam oparta plecami o jego tors, który był rozgrzany od kołdry, a mnie to pasowało, ponieważ ciepło ułatwiało mi zasypianie.

Był moim prywatnym misiem. A może jednak ja, byłam jego, bo w końcu teraz to on przytulał mnie, a nie na odwrót.  Nie ważne kto byk czyja przytulanką. Ważne, że był moim prywatnym przyjacielem, dla którego znaczyła najwięcej, tak jak on dla mnie. Mimo wczesnej godziny, docierało do mnie, jaką jestem szczęśliwa, że przyszedł i wszystko będzie znowu dobrze.  Bałam się, że jego.. ciężko temu nadać nazwę, będzie trwało jeszcze długo. Ale na szczęście tak nie było. Oddychając spokojnie, Zamknęłam oczy, czując, że mam przy sobie to czego w tamtej  chwili potrzebowałam najbardziej, a chwilę później zasnęłam.

Obudził mnie cichy dźwięk muzyki, która leciała z głośników przy biurku, na drugim końcu pokoju. Otworzyłam oczy o podciagnęłam się lekko z poza poduszki, żeby mieć widok na cały pokój. Chłopak siedział na fotelu od biurka w samych bokserkach, z moim telefonem w dłoni, podłączonym do sprzętu nagłaśniających.

- Cześć - usmiechnęłam się przecierając oczy zaciśniętymi w pięść dłońmi, przez co ludzie zawsze się śmiali, że wyglądam wtedy jak kotek.

- Dzień dobry jęczydło. Wyspana? - Zagryzł wargę śmiejąc się do mnie. Gdybym mogła zabijać wzrokiem, na pewno właśnie teraz bym mu to zrobiła.  Nie powinien wyśmiewać  się z tego jakie dźwięki wydawałam  z siebie przez sen. Sen, który był bardzo przyjemny.

- Nie śmiej się ze mnie, proszę cię - westchnęłam chowając głowę w materac łóżka, okryty beżowym, wlochatym i mięciutkim kocykiem. Jak już wspominałam uwielbiałam ciepłko, a mój futrzak dawał mi go bardzo dużo - Tak wyspałam się, a ty?

- Całkiem, całkiem. Z tobą się zawsze dobrze śpi -posłał mi czuły uśmiech, który był zdecydowanie moim ulubionym z jego palety min. Wyglądał wtedy tak uroczo i troskliwie.

- Powiedz mi coś czego nie wiem - zgarnęłam teatralne włosy na ramię zczołgując się z łóżka i powolnie idąc w kierunku biurka, na którym następnie usiadłam.  Tuż na przeciwko Liama.

- Ubierz się - spojrzał na mnie, a moje tęczówki spotkały się z tymi należącymi do niego, które były brązowe, czyli w moim ulubionym kolorze oczu u facetów. Wsunął palec pod ramiączko mojego stanika na wysokości ramienia, przejeżdżając nim do przodu.

- Nikt ci nie każe patrzeć.  Zresztą sam jesteś w samej bieliźnie - szepnęłam zakładając dłonie na jego karku.

- A powiesz mi chociaż kto co się śnił? - uniósł brwi uśmiechając się lubierznie.

- Tajemnica - parsknęłam wypinając język i postanowiłam zmienić temat - Jestem głodna.

- Jak zawsze - oparł czoło o moją  głowę i zbliżył wargi do moich

- Nie myłam zębów - pisnęłam opierając dłoń o swoje usta. Osobiście nigdy nie całowałam się z nikim z samego rana. Przed umyciem zębów wydawało mi się to obrzydliwe i nieapetyczne. Źle bym się czuła, w końcu w moich ustach są bakterie po całej przespanej nocy, nie było atutem tego.

- Przesadzasz - przysunął się bliżej mnie,  a ja oplotłam go nogami w pasie.

- Nie masz czegoś to prania - usłyszałam dzwięk otwieranych drzwi i jednoczenie ogłos mojej mamy. Oderwałam się od chłopaka, a on w ułamku sekundy znalazł się pół metra dalej na fotelu na kółkach. Szatynka patrzyła to na mnie to na niego w rękach trzymając kosz na pranie. Wyglądała na zdezorientowaną o czym świadczyła jej mina i uniesione do góry brew.

- Mamo, ile razy mam ci powtarzać, żebyś pukała - krzyknęłam całą czerwona z zażenowana. Miałam ochotę zapaść się głęboko pod ziemię najlepiej z dziesięć kilometrów dalej.

- To wy.. - otworzyła szeroko oczy. Nie musiała dokańczać, bo doskonale wiadomo o co jej chodziło.

- Nie! - krzyknęliśmy zgodnie.

- Wyglądało to inaczej - zaczęła wracać za drzwi jednak jeszcze nie wyszła.

- Ale tak nie jest! Między nami jest tak jak było zawsze - zaczęłam się tłumaczyć jednak kobieta opuściła pomieszczenie zamykając za sobą. Byłam pewna, że będzie w pracy i nigdy w życiu nie spodziewałabym się takiej akcji.

Zakryła twarz dłońmi oblana rumieńcem. Znając moją mamę będą plotki w rodzinie.

Od Autorki:

Misie mamy nowy rozdział. Wiem, że krótki, ale.. to wynika z tego co będzie w kolejnym i wiecie, taka sytuacja. Ogółem stwierdziłam, że zrobię system, dodając rozdziały co środę, jednak myślę, że pod wpływem mojej wieczornej nudy będą pojawiać się częściej, przyjemniej dwa razy w tygodniu. Ogółem macie może do polecenia? Sytuacja przedstawia się tak, że wraz z moimi koleżakami oglądamy filmy na laptopie jednej z nich i nie wiemy co możemy obejrzeć ^_^

~ Wasza Victoria ♡ ~ 

środa, 9 września 2015

Chapter 9

Jednym kliknięciem otworzyłem moja historie SMS'ów. Wiadomości od Jess były podświetlone, co oznaczało, że nie przeczytane, a obok nich widniała cyfra dziewięć. Wciagnąłem powietrze i dotknąłem tego miejsca.

Od: Mała księżniczka ♡
" Liam, co ci jest? Widziałam, że coś nie tak.."

O piętnastej dwadzieścia dwa, czyli mniej więcej jak wyszedłem.

Od: Mała księżniczka ♡ 
"Kretyyyyyynie, no. Odezwij się.. :c "

Od: Mała księżniczka ♡ 
"Skoro ty nie chcesz dzwonić, to chociaż odbierz, no. Chcę pogadać."

Od: Mała księżniczka ♡
"Pff.. dobra, nie to nie -,- Wiecznie mnie unikać nie możesz"

Zamknąłem oczy i westchnąłem zrezygnowany po przeczytaniu tej wiadomości.  Miała świętą rację i ja byłem tego w pełni świadomy.  Właśnie ta świadomość była najgorsza, gdyż nie dawała mi spokoju. Nie potrafiłem zrobić ani jednego kroku w przód. Nie chodziło o mrok, który spowił całą ulicę, przez co wyglądała na prawdę niebezpiecznie. Czytając wiadomości, które wyświetlone były na ekranie telefonu, czułem coraz większe poczucie winy.

Od: Mała księżniczka ♡
"Liaś, proszę cię, zadzwoń. Martwię się, nie dajesz żadnych oznak życia..."

Od: Mała księżniczka ♡
"Nie wiem czy mam iść cię szukać,czy od razu dzwonić po pomoc.  Tracę zmysły Liam, błagam :"c "

Kolana się pode mną ugięły. Jak mogłem pozwolić, żeby chociaż przez chwile się tak martwiła.  Czemu wszystko ci robiłem źle, docierało do mnie tak późno.

Od: Mała księżniczka ♡
"Annie dodała tweeta, że u niej jesteś.  Rozumiem, że mnie olewasz i nie chcesz gadać... więc dam ci czas."

Od: Mała księżniczka ♡
"Napisz jak już Ci minie, misiu..."

Kiedy byłem prawie pewien ze to już wszystko, Przejechałem przypadkowo palcem do góry, odkrywając nowa wiadomość, która była długa.  Jess Żadko kiedy pisała długie wiadomości, więc byłem pewien, że opisała tam swoje uczucia.  Zawsze tak robiła.  Twierdziła, że nie potrafi rozmawiać o tym, co czuję, więc kiedyś jej powiedziałem, aby to pisała.  Do tej pory miała to w zwyczaju.

Od: Mała księżniczka ♡
"Wiesz, co? Nie umiem. Nie umiem przestać pisać, w nadziei, że może w końcu odpiszesz.  Wiem, że często jest tak, że przez,  na przykład, dobę nie mamy kontaktu i nie ma w tym nic niezwykłego, ale teraz jest inaczej, biorąc pod uwagę chociażby okoliczności i ty doskonale o tym wiesz. Myślisz, że mi nie jest z tym ciężko? Ja nie jestem nawet świadoma tego co tam się działo.  Mam pustkę w głowie, nawet kiedy na prawdę staram się coś sobie przypomnieć.  Wiem, że tak nie powinno być, to nie powinno mieć miejsca. Przepraszam? Powinnam przeprosić? Nie wiem, co mam robić, rozumiesz? Chcę tylko, żebyś odpisał.  Albo, nie. Chciałabym,żebyś tu był, przytulił mnie, pogłaskal delikatnie po głowie i pocałował w czoło.  Zawsze tak robiłeś kiedy płakałam. A właśnie teraz płaczę, bo jesteś na mnie zły, za coś co zrobiłam.. przypadkiem. I za cholerę, nie mam pojęcia jak to odkręcić.  Chcę tylko, żebyś wiedział, że Cię Kocham i chcę żebyś tu był, bo jesteś moim przyjacielem, bez względu na to co się stało i stanie... jest mi z tym tak samo trudno jak tobie.. może nawet bardziej... Przepraszam, za brak ładu tej wiadomości, ale na prawdę ciężko trzeźwo myśleć będąc w rozsypce..Dobranoc xx"

Po przeczytaniu tych słów, tępo patrzyłem w ekran, z lekko rozchylonymi oczami. Wiadomość była wysłana dwadzieścia minut temu.  Litery zaczęły robić się rozmazane, a zatoki lekko piekły. Zacisnąłem powieki. Na prawdę nie znosiłem tego momentu kiedy byłem bliski płaczu.  Czułem się zły. Straszliwie zły.  Na siebie. Jak mogłem dopuścić do tego, żeby Jess chociaż przez ułamek sekundy czuła się winna, bądź myślała, że jestem na nią i to zły. Jak można być tak skończonym dupkiem, żeby pozwolić, aby najważniejsza dziewczyna płakała przez moją własną głupotę. Ktoś powinien mnie mocno zdzielić w twarz. Należało mi się i to kilkakrotnie.

Postanowiłem, chociaż raz w życiu, zachować się jak dorosły, dojrzały facet i postarać się wszystko odkręcić.  Bezustannie stałem w jednym miejscu, rozmyślając co zrobić.
Dochodziła druga trzydzieści, a ja stałem jak wryty, do momentu, aż wpadłem na najgłupszy  i najbanalniejszy pomysł.

Niemal biegiem ruszyłem przez dość długi labirynt uliczek, które zdążyłem doskonale poznać w końcu dość często nimi uczęszczałem. Moje tępo na prawdę dobrze mi zrobiło, bo noc nie należała do najcieplejszych. Było może z dwanaście stopni, a moja koszulka z krótkim rękawkiem nie była najlepsza na taką pogodę, bo nie ogrzewała mnie za bardzo.

Po piętnastu minutach mojego szybkiego marszu, cały spocony i zduszony dotarłem pod drzwi, które w tym momencie były dla mnie najważniejsze.  Nie tyle drzwi, co osoba, która za nimi mieszkała.  Zapukałem głośno kilka razy i oparłem się dłońmi o lakierowane drewno, z jakiego były one wykonane. Miałem ogromną nadzieję, że otworzy. W razie czego wiedziałem, gdzie państwo Davies trzymają zapasowy pęk kluczy.
Byłem już nastawiony, na szukanie ich wśród liści, w wiekiej glinianej doniczce od drzewka, koło schodów prowadzących na ganek, jednak w końcu usłyszałem szczęk zamka.

Drzwi się lekko uchyliły, a zza nich dało się słyszeć ciche mrukniecie, słodkiego damskiego głosu, na co od razu zrobiło mi się cieplej wenatrz, jednak z drugiej strony poczułem się lekko poddenerwowany, przez co zacisnąłem pięści.  Ze szczeliny między framugą,wychylila się smukła postać, z rozczochranymi włosami na głowie, ubrana w satynowy szlafroczek i kapcie króliczki. Uśmiechnąłem się na ten widok. Była teraz taka naturalna.  Zdecydowanie tak było jej najbardziej do twarzy. Nie licząc włosów. Zresztą u wszystkich dziewczyn stawiałem na naturalność i jak najmniej makijażu.

Wyglądała na mocno zaspaną, co oznaczało, że mimo moich przemyśleń, jednak się położyła spać.   Jej lekko uchylone oczy, przyglądały mi się. Przez moment wyglądała na nieco zdezorientowaną, jednak po chwili delikatnie się uśmiechnęła.

- Co tam? - Zapytała cicho przez ziew, a ja zacząłem się śmiać. Tylko ona o tej godzinę była zdolna zapytać "co tam"

Nic nie odpowiedziałem tylko mocno ja w siebie wtuliłem, jednocześnie wciągając ją za sobą do domu.  Kopnąłem drzwi, które się zamknęły za nami i odłączyłem się totalnie. W momencie, kiedy zaciągnąłem się jej zapachem, jakby wszystko zniknęło. Wszystkie myśli, zmartwienia i problemy.  Dosłownie wszyściusieńkie. Miała swój własny zapach, który był jedyny w swoim rodzaju i podobał mi się niezwykle.

- Ja Ciebie też kocham - Wyszeptałem całując jej włosy, a w tym samym czasie głaszcząc jej plecy.  Wydawała się być rozluźniona i to mnie najbardziej Satysfakcjonowało. Miała się czuć tak zawsze. Zasługiwała na to.

- Nie wiem, czy wiesz, która jest godzina, ale normalni ludzi zazwyczaj śpią, a nie włuczą się i nawiedzają innych - zaśmiała się odsuwając się ode mnie, jednak ja ponownie pociągnąłem ją do siebie, a nasze usta się odnalazły

-Zapomniałaś o buziaku na dzień dobry.

- Bo jest noc - jęknęła.

- Chcesz spać ? -spojrzałem na nią troskliwie. Trochę głupie pytanie. Przecież to było widać z odległości kilometra.

- Ale z tobą - zawisła dłonie na mojej syji, a głowę oparła na ramieniu.

Schyliłem się lekko, łapiąc ją za uda I podnosząc, tak,że trzymałem ją " na pannę młodą. Wyskoczyłem ze swoich butów i poczłapałem z nią ostrożnie, na górę do jej pokoju. Zasypiała mi mów pamionach, a ja czułem się z tym naprawdę dobrze. Jednak zaczęło mi się robić ciężko, więc Ułożyłem ją na pogniecionej pościeli.

Dziewczyna ledwo przytomna, pociągnęła za krawędź szlafroka, następnie go zdejmując.  Miała na sobie bieliznę w panterkę,która  była niezwykle seksowna. Zresztą jak ona sama. Potrząsnąłem głową zdejmując spodnie.

Nie mogłem myśleć tymi kategoriami o swojej przyjaciółce.

Od Autorki.
Ostatnio bardzo lekko pisze mi się to ff. Jak sami widzicie rozdziały są nieco częściej. Co prawda krótsze, ale wiadomo, że coś kosztem czegoś ^_^ Jadę teraz do sanatorium i mam nadzieje, że będę miała czas na pisanie, bo jak nie to się zalanie ;_;
A przechodząc do mojej gadki szmatki i moich bezsensownych opowieści, które lubię wam opowiadać haha :D
Wyłam ostatnio na polskim, jak mieliśmy odmianę trudnych czasowników, jezuu co to było.  Nie chce mi się teraz opisywać wszystkiego, więc wkleję tu po prostu treść sms'a, którego wysłałam wtedy do mamy, bo wyraża więcej , niż rafaello haha.
" Od dzisiaj nie kotlety mielone tylko kotlety zemlone. Albo mełłane hahahahahahahahahahahahaah tak jest poprawnie po polsku, przez całą lekcje nam pani tłumaczyła ze tak poprawnie hahah"
Czaicie?  Mielić to jest potocznie poprawnie jest Meleć i tam przez któraś osobę jest mełłać  haha.
Zmieniając: jak całe życie, nażekałam, że na świecie nie ma facetów spełniających moje wymagania, przez co miałam przez te wszystkie lata, tylko jednego crusha, to wczoraj co się stało? Dotarło do mnie, że chodzę od roku do szkoły z dwoma ideałami i mam dwóch crushy. Nie wiem który jest fajniejszy, Jeju, obydwoje są tacy.. idhsuqqvhw *_* jednego mam na tapecie. Chciałam ich dwoch, ale nie ma fajnych zdjęć na fejsie hahah.
Moje przyjaciółki z okazji mojej nieobecności, obiecały mi wysyłać ich zdjęcia, więc moja tapeta będzie regularnie aktualizowana. Cichoo to nie jest chore, ani prześladowcze. XD
To chyba ma tyle z mojego nudnego życia, możecie się podzielić, co tam u was, kocham to czytać, kocham was i te sprawy haha <3
~Wasza Wiktoria ♡ ~